Pierwsze objawy pojawiły się latem 2021 roku. Antoś zaczął skarżyć się na bóle nóg, szybko się męczył, a na jego ciele pojawiały się siniaki i wybroczyny. Początkowo nic nie wskazywało na dramatyczną diagnozę, jednak prywatnie wykonane badania krwi całkowicie zmieniły życie rodziny. W szpitalu w Lublinie lekarze potwierdzili ostrą białaczkę limfoblastyczną. Rozpoczęło się bardzo intensywne leczenie wysokiego ryzyka, które trwało siedemnaście miesięcy. Antoś przeszedł długą chemioterapię, spędzając większość czasu w szpitalu. Po zakończeniu leczenia pojawiła się ogromna ulga i nadzieja, że choroba została pokonana. Niestety po dwóch latach białaczka wróciła. Dla rodziców była to wiadomość, która po raz drugi odebrała poczucie bezpieczeństwa. Rozpoczęto leczenie nawrotu choroby, jednak szybko okazało się, że jedyną szansą na uratowanie życia chłopca jest przeszczep szpiku kostnego. Obecnie Antoś przebywa w Przylądku Nadziei we Wrocławiu i czeka na zgodnego dawcę. Aby zatrzymać rozwój choroby, przyjmuje lek immunologiczny Blincyto. Rodzice zrezygnowali z pracy, aby móc być przy synu w tym najtrudniejszym czasie. Ich codzienność to dziś życie pomiędzy szpitalem, strachem i nadzieją, że uda się znaleźć dawcę na czas. Antoś marzy o tym, by znów wrócić do szkoły, spotkań z kolegami i budowania konstrukcji z LEGO. Dziś jednak najważniejsza jest walka o życie i przyszłość, którą może dać przeszczep. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Antosia kwotę 8 949 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć chłopca w dalszym leczeniu oraz oczekiwaniu na przeszczep szpiku.
Siedemnaste urodziny Natalii miały być początkiem pięknego lata. Zamiast beztroskich wakacji pojawiła się jednak diagnoza, która całkowicie zmieniła życie całej rodziny. Lekarze rozpoznali u Natalii pierwotnego chłoniaka śródpiersia z dużych komórek B – bardzo agresywny nowotwór układu chłonnego rozwijający się w przestrzeni pomiędzy płucami, w bezpośrednim sąsiedztwie serca i najważniejszych naczyń krwionośnych. Choroba postępowała błyskawicznie. W krótkim czasie konieczne były kolejne dramatyczne procedury ratujące życie: usunięcie płynu z worka osierdziowego, założenie drenu do opłucnej, biopsja, implantacja VA-ECMO oraz tracheotomia. Każdy dzień był walką o oddech i kolejną szansę dla młodego organizmu. Od tamtej chwili szpital stał się codziennością Natalii. Nastolatka przebywa w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku i przechodzi immunoterapię podawaną co trzy tygodnie. Leczenie przyniosło także powikłania neurologiczne, dlatego przed Natalią wciąż bardzo długa i wymagająca droga. Przy jej łóżku nieustannie czuwają rodzice, którzy próbują odnaleźć siłę pomiędzy strachem, zmęczeniem i nadzieją na poprawę. Choroba dotknęła całą rodzinę, podporządkowując życie codziennym wyjazdom, leczeniu i niepewności o przyszłość. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Natalii kwotę 38 980 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu oraz walce o powrót do zdrowia.
Wszystko zaczęło się podczas wakacyjnego wyjazdu. W trakcie gry w tenisa Hubert doznał złamania kości udowej. Początkowo nikt nie przypuszczał, że za tym urazem stoi nowotwór. Szczegółowa diagnostyka przyniosła jednak dramatyczną diagnozę – osteosarcoma z obustronnymi przerzutami do płuc. Rozpoczęła się natychmiastowa walka o zdrowie i życie nastolatka. Przez wiele tygodni Hubert był całkowicie unieruchomiony. Następnie przeszedł bardzo rozległą operację usunięcia guza oraz wszczepienia endoprotezy kości udowej i kolana. Zabieg otworzył drogę do dalszego leczenia, ale jednocześnie rozpoczął długi proces odzyskiwania sprawności. Hubert kontynuuje chemioterapię według intensywnego protokołu MAP. Leczenie bardzo obciąża jego organizm. Pojawiły się poważne powikłania, w tym gorączka neutropeniczna, zakażenia bakteryjne, reakcje po przetoczeniach krwi oraz konieczność kolejnych zabiegów chirurgicznych związanych z endoprotezą i portem do chemioterapii. Mimo ogromnych trudności Hubert nie przestaje walczyć. Po wielu tygodniach hospitalizacji wrócił do domu i powoli odzyskuje siły przed kolejnymi etapami leczenia, w tym planowaną operacją płuc. Jeszcze niedawno jego codzienność wypełniały treningi, piłka nożna i spotkania z przyjaciółmi. Dziś każdy dzień podporządkowany jest rehabilitacji, badaniom i walce o odzyskanie samodzielności. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Huberta kwotę 71 690 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz walce o powrót do sprawności.
Początkowo były tylko nudności. Pod koniec 2024 roku Nadia zaczęła coraz gorzej się czuć. Nie była w stanie normalnie jeść, a codzienne nudności odbierały jej siły. Pierwsze badania nie wykazywały nic niepokojącego, dlatego przez chwilę wydawało się, że problem szybko minie. Przełom nastąpił podczas badania USG jamy brzusznej. Lekarz zauważył zmianę na lewym jajniku, która wymagała dalszej diagnostyki. Kolejne badania i markery nowotworowe nie pozostawiły wątpliwości, w organizmie Nadii rozwijał się guz. Mimo wdrożonego leczenia hormonalnego nowotwór rósł bardzo szybko. W krótkim czasie zwiększył się z 3 do aż 13 centymetrów, dlatego konieczna była pilna operacja. Najtrudniejsze przyszło jednak później. Badania histopatologiczne wykazały, że guz był zmianą złośliwą. Choroba zdążyła dać przerzuty do drugiego jajnika, węzłów chłonnych oraz żeber. Dla Nadii i jej mamy był to moment, który całkowicie zmienił ich życie. Obecnie Nadia leczy się w Przylądku Nadziei we Wrocławiu, gdzie przechodzi kolejne cykle chemioterapii. Towarzyszy jej mama, która zrezygnowała z pracy, aby każdego dnia być przy córce i wspierać ją w tej trudnej walce. Jeszcze niedawno świat Nadii wypełniała muzyka, nauka języków obcych i rysowanie. Dziś jej codzienność to szpitalne sale, badania i leczenie, które wymaga ogromnej siły oraz wytrwałości. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Nadii kwotę 42 687 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu oraz walce o powrót do normalnego życia.
Wszystko zaczęło się od pozornie zwykłych objawów. Marysia stała się apatyczna, brakowało jej energii i apetytu. Początkowo lekarze podejrzewali infekcję i wdrożono antybiotykoterapię, która przyniosła jedynie chwilową poprawę. Gdy dziewczynka rozpoczęła naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej, wydawało się, że najgorsze mija. Niestety niedługo później pojawiła się gorączka i kolejne niepokojące sygnały. Badania krwi wykazały bardzo wysoki stan zapalny, a dalsza diagnostyka w szpitalu doprowadziła do dramatycznej diagnozy – chłoniak Hodgkina typu mieszanokomórkowego, czyli ziarnica złośliwa. Marysia trafiła na Oddział Hematologii i Onkologii w Gdańsku, gdzie natychmiast rozpoczęto leczenie. Podano pierwszą chemioterapię, a lekarze zaplanowali kolejne cykle terapii oraz badania obrazowe, które mają pokazać, jak organizm reaguje na leczenie. Mimo trudnej sytuacji Marysia pozostaje bardzo dzielna i obecnie dobrze znosi terapię. Rodzice robią wszystko, by zapewnić córce bezpieczeństwo i spokojne warunki do walki z chorobą, jednak leczenie wiąże się z ogromnymi kosztami związanymi z dojazdami, dietą, suplementacją oraz późniejszą rehabilitacją. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Marysi kwotę 13 620 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć ją w dalszej walce o zdrowie i powrót do normalnego dzieciństwa.
Początkowo były to jedynie niepokojące sygnały – blada skóra, brak apetytu i coraz większe zmęczenie. Rodzice Laury czuli jednak, że dzieje się coś poważniejszego. Zwykła morfologia wykonana w szpitalu całkowicie zmieniła życie ich rodziny. Po szczegółowej diagnostyce w Gdańsku lekarze postawili diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna typu B. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Laura przeszła intensywną chemioterapię, a kolejne miesiące podporządkowane były szpitalnym oddziałom, badaniom i walce o każdy dobry wynik. Obecnie dziewczynka zakończyła etap leczenia szpitalnego i pozostaje pod stałą opieką onkologiczną. Kontynuuje terapię podtrzymującą w formie doustnej chemioterapii, która potrwa do września 2026 roku. Laura regularnie przechodzi badania krwi, ponieważ każdy spadek parametrów może oznaczać konieczność kolejnej hospitalizacji i przetoczenia krwi. Przed nią również rehabilitacja, która ma pomóc odzyskać pełnię sił po długim i wyczerpującym leczeniu. Na szczęście organizm dziewczynki dobrze odpowiedział na terapię, a lekarze z ostrożnym optymizmem patrzą na dalsze rokowania. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Laury kwotę 13 225 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć ją w dalszej drodze do zdrowia oraz spokojniejszej codzienności.
Wszystko zaczęło się od zwykłego badania kontrolnego. Artem miał wykonać morfologię, aby móc uczestniczyć w zajęciach na basenie. Nic nie wskazywało na to, że za chwilę życie chłopca i jego mamy zmieni się całkowicie. Wyniki badań były alarmujące i wymagały natychmiastowej hospitalizacji. Po kolejnych badaniach lekarze postawili diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna typu T – jedna z najbardziej agresywnych postaci nowotworów krwi. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Artem od marca przechodzi intensywną chemioterapię, która bardzo mocno obciąża jego organizm. Pojawiły się bolesne owrzodzenia jamy ustnej, stan zapalny wątroby oraz ogromne osłabienie. Chłopiec praktycznie cały czas przebywa w szpitalu, podłączony do kroplówek i specjalistycznego leczenia. Przed nim jeszcze wiele miesięcy terapii, a lekarze nie wykluczają również konieczności przeszczepu szpiku kostnego. Mama Artema samotnie wychowuje syna i każdego dnia czuwa przy jego łóżku, próbując znaleźć siłę w rzeczywistości podporządkowanej wyłącznie walce o zdrowie dziecka. Choroba odebrała rodzinie poczucie bezpieczeństwa i spokojną codzienność, pozostawiając strach, niepewność i ogromne koszty leczenia. Zebrane środki pomagają pokrywać wydatki związane z terapią, specjalistyczną dietą, suplementacją oraz późniejszą rehabilitacją Artema. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Artema kwotę 38 365 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć chłopca w dalszej walce o zdrowie i powrót do dzieciństwa.
Początkowo wszystko wyglądało jak zwykła infekcja. Podwyższona temperatura, bóle nóg, brzucha i głowy oraz coraz większe zmęczenie. Milenka stawała się cichsza i słabsza z każdym kolejnym dniem. Rodzice szukali odpowiedzi, wykonując kolejne badania, aż w końcu morfologia z ręcznym rozmazem ujawniła obecność blastów – komórek nowotworowych. Rodzina natychmiast trafiła do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, gdzie biopsja szpiku potwierdziła diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna typu B. Rozpoczęła się intensywna chemioterapia i leczenie sterydowe. Dla sześcioletniej dziewczynki szpital stał się codziennością. Od lutego Milenka niemal cały czas przebywa na oddziale, z dala od domu, rodzeństwa i zwyczajnego dzieciństwa. W trakcie leczenia pojawiło się bardzo groźne powikłanie – grzybicze zapalenie płuc. Organizm dziewczynki był tak osłabiony, że lekarze musieli przerwać chemioterapię na dwa miesiące. Był to niezwykle trudny czas pełen strachu i niepewności. Dziś leczenie zostało wznowione, jednak każdy kolejny etap wymaga ogromnej ostrożności. O dalszej terapii zdecydują najbliższe wyniki badań i tomografii. Rodzice Milenki każdego dnia próbują utrzymać równowagę pomiędzy szpitalem a domem. Mama nie odstępuje córki nawet na krok, a tata opiekuje się pozostałą trójką dzieci i stara się utrzymać rodzinę. Dzięki wspólnej akcji udało się przekazać na rzecz Milenki kwotę 21 053 zł, która pomoże pokryć koszty dalszego leczenia, środków do utrzymania sterylności, oczyszczaczy powietrza oraz codziennych potrzeb związanych z powrotem dziewczynki do zdrowia.
Początkowo wszystko wyglądało niegroźnie. Szymon kilka razy zasłabł, jednak badania neurologiczne nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Rodzina próbowała wrócić do codzienności, choć niepokój wciąż pozostawał. Kilka tygodni później pojawiły się kolejne objawy – bóle brzucha, gorączka, wymioty i gwałtowna utrata wagi. Organizm nastolatka słabł z dnia na dzień. Lekarze początkowo podejrzewali zapalenie wyrostka, jednak wyniki badań krwi natychmiast skierowały Szymona na oddział hematologii. Tam padła diagnoza. Ostra białaczka o mieszanym fenotypie, bardzo rzadka i niezwykle agresywna postać nowotworu krwi. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Szymon przeszedł intensywną chemioterapię, która bardzo mocno obciążyła jego organizm. Pojawiło się skrajne osłabienie, utrata apetytu, problemy z oddychaniem i nasilenie astmy oskrzelowej. Każdy kolejny cykl leczenia był ogromnym wyzwaniem dla nastolatka i jego najbliższych. W maju 2025 roku konieczny był przeszczep szpiku od niespokrewnionego dawcy. Choć początkowo pojawiła się ogromna nadzieja, szybko wystąpiły ciężkie powikłania. U Szymona doszło do reaktywacji wirusa Epsteina–Barr, a następnie pojawiły się kolejne groźne infekcje wirusowe, w tym CMV oraz BKV. Największym obciążeniem stała się jednak reakcja przeszczep przeciwko gospodarzowi, która zaatakowała skórę oraz przewód pokarmowy. Powikłania te wymagają bardzo intensywnego leczenia i stałej kontroli specjalistów. Mimo ogromnego wyczerpania Szymon nie przestaje walczyć. Każdy dzień spędza dziś w szpitalu, przechodząc kolejne terapie, badania i leczenie powikłań, które pojawiły się po przeszczepie. Przy nim nieustannie czuwają najbliżsi, próbując odnaleźć siłę w codzienności podporządkowanej wyłącznie walce o zdrowie syna. Koszty leczenia, dojazdów, specjalistycznych terapii i nierefundowanych procedur stale rosną, dlatego wsparcie pozostaje dla rodziny ogromnie ważne. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Szymona kwotę 69 607 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszym leczeniu oraz niezwykle trudnej walce z powikłaniami po przeszczepie szpiku.
Pod koniec wakacji 2024 roku rodzice Nadii zauważyli niewielkie zgrubienie między szyją a ramieniem córki. Początkowo wydawało się czymś niegroźnym – reakcją alergiczną albo skutkiem ukąszenia. Zmiana jednak nie znikała, dlatego rodzina zgłosiła się na szpitalny oddział ratunkowy. Pierwsze podejrzenia mówiły o powiększonym węźle chłonnym, jednak dla bezpieczeństwa Nadia została skierowana na oddział onkologiczny w Szczecinie. Tam wykonano szczegółową diagnostykę, która przyniosła trudną diagnozę. Włókniak. Choć guz nie miał charakteru złośliwego, jego umiejscowienie okazało się bardzo niebezpieczne. Widoczna pod skórą zmiana była jedynie fragmentem dużo większej masy, która rozrastała się wewnątrz organizmu dziewczynki i osiągnęła rozmiar blisko 5x2x10 cm. Operacja nie była możliwa. Wkrótce pojawiła się kolejna zmiana pod obojczykiem, co oznaczało dalszy rozwój choroby. Lekarze zdecydowali o wdrożeniu specjalistycznego leczenia farmakologicznego, które daje szansę na zatrzymanie zmian, ale jednocześnie bardzo obciąża organizm dziecka. Terapia wymaga stałej kontroli i ogromnej ostrożności. Nadia musi unikać słońca, wysiłku fizycznego i przestrzegać specjalnej diety. Każdy dzień podporządkowany jest leczeniu, regularnym konsultacjom oraz monitorowaniu skutków ubocznych terapii. Największy lęk budzi ryzyko utraty wzroku, które stale towarzyszy rodzinie. Codzienność Nadii to dziś nie tylko szpital i leki, ale również suplementacja, prywatne wizyty medyczne, środki łagodzące skutki leczenia oraz ciągła troska o bezpieczeństwo dziewczynki. Rodzice robią wszystko, by mimo choroby Nadia mogła zachować choć część zwyczajnego dzieciństwa i nie dorastała wyłącznie w cieniu leczenia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Nadii kwotę 18 715 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć rodzinę w dalszym leczeniu oraz codziennej walce o zdrowie dziewczynki.