Historia Wojtusia rozpoczęła się od diagnozy niezwykle rzadkiej i bardzo trudnej choroby genetycznej – nerwiakowłókniakowatości typu 1 (NF1). To właśnie ona doprowadziła do rozwoju glejaka nerwów wzrokowych, nowotworu, który zaatakował jedną z najważniejszych części dziecięcego świata. W styczniu 2023 roku konieczna była operacja guza mózgu. Choć zabieg był jedyną szansą na ratowanie życia chłopca, pozostawił po sobie dramatyczne konsekwencje. Wojtuś stracił wzrok. Kilka miesięcy później pojawiły się kolejne powikłania. Choroba i leczenie odebrały mu możliwość samodzielnego chodzenia. Dla kilkuletniego dziecka oznaczało to nagłe zamknięcie świata, który jeszcze chwilę wcześniej poznawał z dziecięcą ciekawością. Rodzina próbowała odnaleźć się w nowej rzeczywistości, jednak latem 2023 roku przyszła kolejna bardzo trudna wiadomość. Guz ponownie zaczął rosnąć. Rozpoczęto agresywną chemioterapię, która miała zatrzymać rozwój nowotworu. Leczenie było niezwykle obciążające dla małego organizmu. Wojtuś spędzał kolejne tygodnie w szpitalach, otoczony aparaturą medyczną, badaniami i nieustanną walką o stabilizację stanu zdrowia. W marcu 2024 roku wraz z rodzicami trafił do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. To właśnie wtedy pojawiły się kolejne dramatyczne skutki uboczne terapii. Doszło do uszkodzenia nerek, a wodogłowie zaczęło się pogłębiać. Konieczna była pilna operacja wymiany zastawki komorowo-otrzewnowej. Po zabiegu wydarzyło się coś, czego rodzice bali się najbardziej. Wojtuś nagle przestał mówić. Przestał przełykać. Nie poruszał się. Rodzice nie mieli nawet pewności, czy słyszy ich głosy. To był moment ogromnego strachu i całkowitej bezradności. Dopiero tygodnie intensywnej rehabilitacji zaczęły przynosić pierwsze, bardzo delikatne postępy. Dzięki codziennej pracy fizjoterapeutów, neurologopedów i neuropsychologów Wojtuś stopniowo odzyskuje kontakt z otoczeniem oraz podstawowe funkcje. Każdy najmniejszy ruch stał się dziś wielkim sukcesem. Przed chłopcem wciąż długa i niezwykle wymagająca droga. Wojtek wymaga codziennej rehabilitacji, specjalistycznej opieki oraz kosztownego leczenia wspomagającego. Rodzina musi także przystosować mieszkanie do jego obecnych potrzeb, w tym przygotować przestrzeń do poruszania się na wózku inwalidzkim oraz przebudować łazienkę i klatkę schodową. Choroba całkowicie zmieniła życie całej rodziny. Każdy dzień podporządkowany jest dziś opiece nad Wojtusiem i walce o jego możliwie najlepszą przyszłość. Mimo wszystkiego rodzice nie tracą nadziei, że ich synek odzyska choć część sprawności i będzie mógł wrócić do domu, który znów stanie się dla niego bezpiecznym miejscem. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Wojtusia kwotę 37 155 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć jego dalszą rehabilitację, leczenie oraz dostosowanie domu do potrzeb chłopca po ciężkich powikłaniach terapii.

Jeszcze na początku 2025 roku życie Dominika wyglądało dokładnie tak, jak powinno wyglądać życie czternastoletniego chłopaka. Szkoła, treningi, sportowe ambicje i codzienność podporządkowana pasji do sztuk walki. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy pojawił się ból w okolicy prawej łopatki. Początkowo wydawał się niegroźny. Rodzina była przekonana, że to efekt przeciążenia lub jednego z treningów. Dominik trenował intensywnie, dlatego nikt nie przypuszczał, że organizm wysyła sygnał dużo poważniejszego zagrożenia. Ból jednak nie ustępował. Z każdym dniem stawał się coraz silniejszy, aż w końcu na plecach chłopca pojawił się wyraźnie wyczuwalny guz. Niedługo później dołączyła bardzo wysoka gorączka, której nie udawało się obniżyć lekami. To był moment, w którym rozpoczęła się dramatyczna walka o odpowiedź. Hospitalizacja, kolejne badania i narastający strach szybko doprowadziły rodzinę do diagnozy, która zmieniła wszystko. Mięsak Ewinga, czyli złośliwy nowotwór kości. Od tego dnia życie Dominika zostało podporządkowane leczeniu. Rozpoczęła się intensywna terapia obejmująca dwanaście cykli chemioterapii oraz trzydzieści naświetlań radioterapii. Leczenie miało przygotować organizm chłopca do bardzo skomplikowanej operacji usunięcia nowotworu. Każdy kolejny cykl chemioterapii odbierał mu jednak siły. Pojawiały się silne spadki parametrów krwi, uporczywe wymioty, bóle głowy, ogromne osłabienie oraz bolesne skutki radioterapii. Bywały dni, w których nawet zwykłe oddychanie stawało się ogromnym wysiłkiem. 27 sierpnia 2025 roku Dominik przeszedł wielogodzinną operację we Wrocławiu. Lekarze usunęli guz wraz z dziewiątym żebrem oraz fragmentami ósmego i dziesiątego żebra. Konieczne było również usunięcie zrostów w prawym płucu. Po wybudzeniu chłopiec oddychał z ogromnym trudem, jednak każdy kolejny oddech był dowodem na to, że nadal walczy. W tej walce nigdy nie był sam. Przy jego łóżku każdego dnia czuwa mama. Tata zrezygnował z pracy za granicą, by być bliżej rodziny i wspierać zarówno Dominika, jak i młodszą córkę. Całe życie rodziny zostało podporządkowane leczeniu oraz nieustannej walce o zdrowie syna. Ich codzienność to życie pomiędzy nadzieją a strachem. Jednego dnia wyniki dają chwilę ulgi, drugiego pojawiają się kolejne komplikacje. Każdy poranek rozpoczyna się od pytania, które stało się najważniejsze: „Jak dziś się czujesz?” Mimo ogromnego cierpienia Dominik nie stracił woli walki. Nadal marzy o powrocie na matę treningową i do świata, który choroba nagle mu odebrała. Wciąż wierzy, że jeszcze będzie mógł wrócić do życia, które kochał. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Dominika kwotę 28 479 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz powrocie do sprawności po bardzo ciężkiej terapii onkologicznej.

Ból pojawił się niepozornie. Na początku wracał tylko od czasu do czasu, dlatego nikt nie przypuszczał, że stanie się początkiem jednej z najtrudniejszych walk w życiu piętnastoletniej dziewczyny. Z czasem dolegliwości zaczęły się nasilać. Ból trwał coraz dłużej i coraz mocniej ograniczał codzienne funkcjonowanie Wiktorii. Kolejne wizyty lekarskie oraz badania obrazowe nie przynosiły od razu odpowiedzi, jednak niepokój narastał z każdym tygodniem oczekiwania. Przełom nastąpił w grudniu, kiedy Wiktoria trafiła do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. 20 grudnia wykonano biopsję, która potwierdziła najgorszy scenariusz, czyli osteosarcoma, czyli złośliwy nowotwór kości kończyny dolnej. Od tego momentu życie nastolatki zmieniło się całkowicie. Codzienność, która jeszcze chwilę wcześniej była wypełniona szkołą, znajomymi i zwyczajnym dorastaniem, została zastąpiona przez szpitalne oddziały, wyniki badań i kolejne etapy leczenia. Chemioterapia rozpoczęła się natychmiast. Organizm Wiktorii bardzo ciężko znosił leczenie. Pojawiły się silne wymioty, ogromne osłabienie oraz bolesne podrażnienia śluzówek. Parametry krwi wielokrotnie spadały do poziomu wymagającego transfuzji. Każdy pobyt w szpitalu trwał od dwóch do trzech tygodni, a kolejne cykle leczenia odbywały się w krótkich odstępach czasu. Życie rodziny zostało podzielone pomiędzy dom a szpital, gdzie każdego dnia toczyła się walka o zdrowie córki. 1 kwietnia Wiktoria przeszła bardzo poważną, ponad pięciogodzinną operację wszczepienia specjalistycznego implantu, który zastąpił usunięty fragment kości i ma pomóc jej odzyskać stabilność oraz sprawność kończyny. Dziś trwa niezwykle trudny etap rekonwalescencji po zabiegu. Wiktoria powoli odzyskuje siły, jednak przed nią wciąż kolejne miesiące leczenia, rehabilitacji oraz dalsza chemioterapia. Choroba odebrała jej możliwość normalnego życia nastolatki. Przerwała naukę, ograniczyła kontakt z rówieśnikami i podporządkowała codzienność leczeniu oraz szpitalnym procedurom. W domu czeka na nią troje rodzeństwa, które bardzo tęskni za wspólną codziennością. Rodzice każdego dnia próbują utrzymać równowagę pomiędzy opieką nad chorą córką a funkcjonowaniem całej rodziny. To ogromne obciążenie emocjonalne i finansowe, które trwa nieprzerwanie od momentu diagnozy. Mimo wszystkiego Wiktoria walczy z ogromną determinacją. Każdy kolejny etap leczenia jest próbą odzyskania nie tylko zdrowia, ale również przyszłości, którą choroba próbowała jej odebrać. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Wiktorii kwotę 54 499 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz odzyskiwaniu sprawności po ciężkiej operacji.

Życie Piotra od samego początku naznaczone było chorobą. Jako niemowlę usłyszał diagnozę zespołu Nijmegen – niezwykle rzadkiej choroby genetycznej powodującej głęboki niedobór odporności i ogromne ryzyko rozwoju nowotworów. Rodzice wiedzieli, że ich syn będzie wymagał szczególnej opieki, jednak nikt nie był w stanie przewidzieć, jak dramatyczną drogę przyjdzie mu przejść. Gdy Piotr miał zaledwie cztery lata, pojawiła się ostra białaczka limfoblastyczna. Leczenie rozpoczęto natychmiast, jednak organizm chłopca bardzo źle znosił intensywną chemioterapię. Choroba i terapia odebrały mu podstawowe funkcje: przestał chodzić i mówić. Dzieciństwo zostało zastąpione szpitalną codziennością, bólem i walką o każdy kolejny dzień. Pierwsze leczenie trwało dwa i pół roku. W 2013 roku przyszła pierwsza wznowa. Nowotwór zaatakował jądra i jedyną możliwością ratowania życia Piotra była ich całkowita amputacja. Dla rodziny był to jeden z najbardziej bolesnych momentów całej wieloletniej walki. Organizm chłopca był skrajnie wycieńczony. Pojawiły się kolejne ciężkie powikłania – przetoka jamy brzusznej, ospa wietrzna, zapalenie siatkówki oka oraz obustronne ropne zapalenie ucha środkowego. Leczenie trwało kolejne cztery i pół roku, jednak ostatecznie udało się osiągnąć remisję. Nadzieja wróciła tylko na chwilę. W 2019 roku pojawiła się druga wznowa, tym razem rozsiana niemal po całym organizmie. Rozpoczęto kolejną chemioterapię, a następnie zakwalifikowano Piotra do przeszczepu szpiku we Wrocławiu. Zabieg przeprowadzono 20 grudnia 2019 roku. Po przeszczepie rodzina mogła przez pewien czas odetchnąć. Pojawiła się remisja i namiastka normalności. Niestety w 2021 roku choroba wróciła po raz trzeci. Jedyną szansą stała się terapia CAR-T – nowoczesne leczenie, którego koszt przekraczał 1,3 miliona złotych. Dzięki ogromnemu wsparciu ludzi udało się zebrać potrzebne środki i 1 czerwca 2021 roku Piotr otrzymał terapię. Kolejny raz udało się osiągnąć remisję. W marcu 2025 roku przyszła czwarta wznowa. Choroba ujawniła się jako ogromny guz w odcinku piersiowym kręgosłupa. Lekarze ponownie rozpoczęli natychmiastowe leczenie i podjęli decyzję o drugiej terapii CAR-T. Dzięki pomocy ludzi o wielkich sercach Piotr otrzymał kolejne leczenie 14 października 2025 roku. Dziś trwa bardzo trudny etap odbudowy organizmu po latach wyniszczającej walki. Piotr nie porusza się samodzielnie i wymaga intensywnej rehabilitacji oraz stałej opieki specjalistów. Każdy dzień to próba odzyskiwania sprawności i nauka życia po kolejnych etapach choroby. Dodatkowym dramatem dla rodziny jest ciężka choroba taty Piotra, który równolegle zmaga się z amyloidozą i sam wymaga leczenia. W jednym domu każdego dnia toczą się dwie walki o życie. Mimo wszystkiego Piotr stara się odnajdywać spokój i sens w małych rzeczach. Dawniej kochał piłkę nożną, dziś ukojenie znajduje w wędkarstwie, które daje mu chwilę wyciszenia po latach życia podporządkowanego chorobie. To historia ogromnej determinacji, wytrwałości i rodziny, która od wielu lat nie przestaje walczyć o każdy kolejny dzień wspólnego życia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Piotra kwotę 68 560 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszej rehabilitacji, leczeniu oraz codziennej walce o odzyskiwanie sprawności i samodzielności.

Najpierw pojawił się niewielki dyskomfort w okolicy szyi. Sztywność karku, ból i ograniczenie ruchu głowy wydawały się czymś przejściowym – objawem przemęczenia lub napięcia. Nic nie wskazywało jeszcze na dramat, który miał nadejść. Z czasem jednak organizm Karoliny zaczął wysyłać coraz bardziej niepokojące sygnały. Pojawiły się powiększone węzły chłonne, obrzęk oraz nasilający się ból, którego nie dało się już ignorować. 6 września Karolina trafiła do szpitala w Pleszewie, gdzie pobrano wycinek węzła chłonnego do badań histopatologicznych. Wyniki okazały się druzgocące i rozpoznano złośliwego chłoniaka T-komórkowego. To jednak nie był koniec dramatycznych informacji. Chwilę później lekarze postawili kolejną diagnozę, czyli ostrą białaczkę limfoblastyczną. Dwa nowotwory jednocześnie. Dwie ciężkie choroby, które w jednej chwili odebrały Karolinie poczucie bezpieczeństwa i całkowicie zmieniły jej życie. Leczenie kontynuowano we Wrocławiu. Pierwszym krokiem było ustabilizowanie pracy wątroby i przygotowanie organizmu do bardzo intensywnej terapii. Następnie rozpoczęła się chemioterapia. Najtrudniejszym etapem okazała się tzw. czerwona chemia – jedna z najbardziej obciążających form leczenia onkologicznego. Karolina przyjmuje ją w cotygodniowych cyklach, a każdy kolejny wlew oznacza ogromne wyczerpanie organizmu, osłabienie, utratę apetytu oraz ciągłe zmaganie się z bólem i lękiem. Mimo ogromnego zmęczenia Karolina nie traci determinacji. Wciąż myśli o powrocie do zwyczajnego życia, za którym bardzo tęskni. Brakuje jej codziennych rozmów, spotkań z bliskimi i prostych chwil, które przed chorobą wydawały się oczywiste. Od wielu tygodni jej codzienność wyznaczają szpitalne sale, badania i kolejne etapy terapii. Najbliżsi odwiedzają ją tak często, jak tylko mogą, jednak między krótkimi spotkaniami pozostaje samotność i tęsknota za domem. Dla Karoliny dom stał się dziś symbolem wszystkiego, co choroba na chwilę odebrała – spokoju, bezpieczeństwa i normalności, do której tak bardzo chce wrócić. Ta walka wymaga ogromnej siły psychicznej, fizycznej i wsparcia ludzi o wielkich sercach. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu udało się przekazać na rzecz Karoliny kwotę 55 380 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu oraz codziennej walce o odzyskanie zdrowia i życia sprzed choroby.

Historia Basi rozpoczęła się nagle, w nocy z 21 na 22 stycznia. Dziewczynka zaczęła skarżyć się na bardzo silny ból brzucha. Kilkanaście godzin wcześniej lekarz podejrzewał jedynie początek kolejnej infekcji, dlatego początkowo nic nie wskazywało na dramatyczny rozwój wydarzeń. Ból jednak nie ustępował. Kolejne badania wykonane następnego dnia wykazały powiększenie wątroby i śledziony oraz bardzo wysokie parametry stanu zapalnego. Basia została skierowana do szpitala, gdzie sytuacja zaczęła rozwijać się błyskawicznie. Wyniki morfologii okazały się bardzo niepokojące. Konieczne było pilne przetoczenie krwi, a jeszcze tego samego dnia dziewczynka została przewieziona do Przylądka Nadziei we Wrocławiu. Tam rozpoczęła się szczegółowa diagnostyka, która przyniosła najtrudniejszą odpowiedź – ostrą białaczkę limfoblastyczną typu B. Pod koniec stycznia Basia rozpoczęła intensywne leczenie na Oddziale Wzmożonego Nadzoru. Chemioterapia od początku była ogromnym obciążeniem dla organizmu małej dziewczynki. Po pierwszym protokole pojawiła się chwila nadziei i przeniesienie na oddział Hematologii, jednak bardzo szybko doszło do poważnych komplikacji. Zakażenie cewnika Broviac doprowadziło do sepsy i ponownego pobytu na oddziale intensywnego nadzoru. Lekarze musieli walczyć nie tylko z chorobą nowotworową, ale również z groźnym zakażeniem. Dzięki szybkiej reakcji udało się opanować sytuację, jednak kolejne tygodnie leczenia ponownie przyniosły komplikacje związane z zakażeniem wkłucia centralnego. Dziś codzienność Basi i jej mamy to przede wszystkim szpitalna sala, izolacja i długie miesiące leczenia. Dziewczynka bardzo tęskni za normalnym dzieciństwem, przedszkolem, przyjaciółmi i swoim trzyletnim braciszkiem Piotrusiem. Mimo trudnych doświadczeń Basia nadal pozostaje pełną wrażliwości i dziecięcej radości dziewczynką. Uwielbia rysować, wycinać i tworzyć kolorowe bransoletki. Nawet w szpitalnej rzeczywistości stara się zachować swoją małą iskierkę uśmiechu i kreatywności. Cała rodzina podporządkowała życie leczeniu Basi. Rodzice ograniczyli pracę, a najważniejszym celem stał się powrót córeczki do zdrowia. Ogromnym wsparciem są również bliscy, przyjaciele i sąsiedzi, którzy pomagają rodzinie przetrwać ten niezwykle trudny czas. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Basi kwotę 2 035 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu oraz codziennej walce o powrót do zdrowia.

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej życie Julii wyglądało zupełnie inaczej. Sport, aktywność, codzienne obowiązki i plany na przyszłość były czymś naturalnym. Wszystko zaczęło zmieniać się bardzo powoli i niemal niezauważalnie. Najpierw pojawiły się bóle piszczeli i coraz większe zmęczenie. Wyniki sportowe zaczęły wyraźnie spadać, ale nic nie wskazywało jeszcze na chorobę nowotworową. Dopiero kolejne badania krwi pokazały, że organizm Julii dzieje się coś bardzo poważnego. 3 października padła diagnoza: ostra białaczka limfoblastyczna. Choroba była już bardzo zaawansowana, bowiem komórki nowotworowe stanowiły aż 99,5% szpiku. Kilka dni później Julia rozpoczęła intensywne leczenie. Pierwsze dwa miesiące spędziła nieprzerwanie w szpitalu, gdzie wdrożono agresywną terapię przeciwnowotworową opartą na wielolekowych cyklach chemioterapii. Organizm od początku reagował bardzo ciężko. Pojawiła się głęboka cytopenia, a leczenie dodatkowo skomplikował pourazowy krwiak nadtwardówkowy, który wymusił zmiany w terapii i przesunięcie części procedur medycznych. W trakcie leczenia Julia przeszła również zakażenie COVID-19, co jeszcze bardziej osłabiło jej organizm. Dziś znajduje się na etapie drugiej konsolidacji leczenia według protokołu PALG ALL7 <55 r.ż. Ph(-). To jeden z najbardziej wyczerpujących etapów terapii. Ostatnie tygodnie przyniosły kolejne komplikacje – powikłania po nakłuciu lędźwiowym oraz bardzo silną reakcję organizmu na chemioterapię. Największym zagrożeniem pozostaje obecnie bardzo niska odporność. Nawet drobne infekcje mogą stanowić realne niebezpieczeństwo i znacząco komplikować leczenie. Wyniki krwi wciąż nie odbudowują się prawidłowo, dlatego Julia wymaga stałej kontroli, licznych przetoczeń krwi i płytek oraz intensywnego wsparcia farmakologicznego. W ciągu ostatnich miesięcy szpital stał się jej codziennością. Łącznie spędziła tam już ponad trzy miesiące tylko w tym roku. Za nią 28 podań chemioterapii, dziesiątki kroplówek, antybiotyków, sterydów i niezliczona liczba procedur medycznych. Choroba całkowicie zmieniła także życie jej najbliższych. Julia musiała zrezygnować z pracy i wrócić do domu rodzinnego. Z dnia na dzień świat skurczył się do leczenia, kontroli wyników i oczekiwania na kolejne etapy terapii. Mimo ogromnego wyczerpania Julia każdego dnia walczy o odzyskanie zdrowia i możliwość powrotu do normalnego życia. Wsparcie ludzi stało się dla niej ogromnym źródłem siły w najtrudniejszych momentach tej drogi. Dzięki wspólnej akcji udało się przekazać na rzecz Julii kwotę 14 625 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć ją w dalszym leczeniu oraz codziennej walce o powrót do zdrowia.

Historia Maćka zaczęła się bardzo niepozornie. Początek 2025 roku wyglądał jak wiele innych zimowych miesięcy. Pojawiły się objawy przypominające zwykłą infekcję, dlatego rodzina udała się do lekarza, który wdrożył antybiotykoterapię. Mimo leczenia ból nie ustępował. Z dnia na dzień stawał się coraz bardziej uporczywy i niepokojący. Kolejna konsultacja lekarska zmieniła wszystko. Podczas badania lekarz zauważył guz po lewej stronie gardła i natychmiast skierował Maćka na dalszą diagnostykę. Diagnoza przyszła kilka miesięcy później i była ogromnym ciosem dla całej rodziny. U Maćka rozpoznano Sarcoma synoviale, czyli mięsaka maziówkowego, rzadki i złośliwy nowotwór. Od tego momentu codzienność nastolatka i jego mamy całkowicie się zmieniła. Rozpoczęła się walka o zdrowie i życie chłopca. Maciek przeszedł operację oraz kolejne cykle chemioterapii, które bardzo obciążają jego organizm. Leczenie powoduje ogromne osłabienie, problemy z siłami oraz liczne skutki uboczne. Na początku stycznia konieczne było wykonanie gastrostomii odżywczej, dzięki której możliwe stało się podawanie leków oraz odpowiednie żywienie z pominięciem chorego gardła. Dodatkowym wyzwaniem pozostaje niedokrwistość i anemia, z którymi organizm Maćka musi mierzyć się równolegle z leczeniem onkologicznym. Choroba zatrzymała jego dotychczasowe życie. Maciek nie chodzi obecnie do szkoły i bardzo tęskni za codziennością, którą jeszcze niedawno uważał za coś oczywistego. Brakuje mu spotkań z przyjaciółmi, zwykłych rozmów i wspólnego spędzania czasu. Największą pasją chłopca jest piłka nożna. Przed chorobą często spotykał się ze znajomymi na boisku, a sport dawał mu ogromną radość i poczucie wolności. Dziś mecze ogląda głównie z domu lub szpitalnej sali, marząc o momencie, w którym znów będzie mógł wrócić do aktywności i normalnego życia. Przy Maćku nieustannie czuwa mama, która dzieli codzienność między domem a szpitalem. Leczenie stało się dla rodziny ogromnym obciążeniem emocjonalnym, organizacyjnym i finansowym. Każdy kolejny etap terapii wymaga siły, wytrwałości i wsparcia ludzi o dobrych sercach. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Maćka kwotę 28 030 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszym leczeniu oraz codziennej walce o powrót do zdrowia.

Wszystko zaczęło się bardzo niepozornie. Po powrocie z zagranicznych wakacji Mikołaj zaczął kaszleć. Początkowo nikt nie widział w tym nic niepokojącego. Z czasem pojawił się również uporczywy świąd skóry, jednak objawy nadal bardziej przypominały alergię niż poważną chorobę. Życie siedemnastolatka toczyło się normalnie. Szkoła, treningi piłkarskie, spotkania ze znajomymi i codzienność pełna planów oraz sportowych emocji nie wskazywały na to, że w organizmie rozwija się nowotwór. Przez długi czas nic nie układało się w jeden, wyraźny obraz choroby. Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec 2025 roku. Kaszel stawał się coraz bardziej męczący, pojawiło się wyraźne osłabienie, a kolejne infekcje przebiegały ciężej niż wcześniej. Leczenie nie przynosiło poprawy. Lekarze zaczęli podejrzewać astmę. W lutym wykonano badanie RTG. To właśnie wtedy świat rodziny zatrzymał się na moment. Wieczorem rodzice usłyszeli wstępną diagnozę – chłoniak. Kilka dni później biopsja potwierdziła rozpoznanie. Chłoniak Hodgkina. Od tego momentu wszystko podporządkowane zostało leczeniu. Marzec nie był już zwykłym miesiącem. Szpitalne sale, badania i pierwsza chemioterapia stały się nową codziennością Mikołaja i jego najbliższych. Każdy dzień przynosi napięcie, oczekiwanie i strach przed tym, co pokażą kolejne wyniki. Obecnie kluczowe znaczenie mają wyniki badania PET, które zdecydują o dalszym przebiegu terapii oraz kolejnych etapach leczenia. Przy Mikołaju każdego dnia czuwa mama. W domu zostali jego młodsi bracia oraz tata, który próbuje połączyć pracę zawodową z opieką nad rodziną i codziennymi obowiązkami. Dodatkowym obciążeniem okazała się bardzo trudna sytuacja zawodowa mamy, której miejsce pracy znajduje się w trakcie upadłości. Jeszcze niedawno największymi emocjami Mikołaja były treningi piłkarskie, mecze ukochanego Arsenalu i czas spędzany z przyjaciółmi. Dziś jego rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Zamiast boiska jest szpitalna sala. Zamiast planów na kolejny trening, walka o zdrowie i odzyskanie sił po leczeniu. Mimo ogromnego lęku i niepewności Mikołaj nie traci nadziei, że jeszcze wróci do świata, który kochał najbardziej – pełnego sportu, ruchu i zwyczajnej młodzieńczej codzienności. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Mikołaja kwotę 31 540 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszym leczeniu, diagnostyce oraz codziennym funkcjonowaniu w trakcie terapii onkologicznej.

Jeszcze jesienią 2024 roku nic nie zapowiadało, że życie Weroniki zmieni się tak dramatycznie. Wszystko wydarzyło się nagle. 14 października dziewczyna była tak osłabiona, że nie miała siły wstać z łóżka. Chwilę później zemdlała. Organizm z każdą godziną słabł coraz bardziej, a pilne badania krwi pokazały coś, co natychmiast postawiło lekarzy w stan najwyższej gotowości – poziom hemoglobiny spadł do wartości zagrażającej życiu. Rozpoczęła się dramatyczna walka o stabilizację jej stanu. Weronika została pilnie przetransportowana do szpitala w Jeleniej Górze, gdzie rozpoczęto transfuzje krwi. Mimo kolejnych podań parametry nie poprawiały się tak, jak powinny. Lekarze szukali odpowiedzi, jednak kolejne diagnozy okazywały się błędne lub niepełne. Początkowo podejrzewano małopłytkowość, później anemię aplastyczną. Dopiero biopsja szpiku wykonana w Przylądku Nadziei przyniosła prawdziwą odpowiedź. Trzy godziny po badaniu rodzina usłyszała diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna. Świat Weroniki zatrzymał się w jednej chwili. Rozpoczęto klasyczną chemioterapię, która miała zatrzymać rozwój choroby. Niestety organizm dziewczyny nie reagował na leczenie tak, jak oczekiwali lekarze. Kolejne tygodnie przynosiły ogromny stres i coraz większą niepewność. Wtedy pojawiła się decyzja o wdrożeniu immunoterapii lekiem Blincyto. To właśnie ta terapia okazała się dla Weroniki ogromną szansą. Po miesiącach walki pojawiły się pierwsze dobre informacje, gdyż leczenie zaczęło działać. Obecnie Weronika kończy ostatnią czterotygodniową dawkę immunoterapii, jednak to nadal nie jest koniec leczenia. Już w sierpniu wróci na oddział, gdzie rozpocznie kolejne trzy bardzo intensywne protokoły terapeutyczne. Każdy z nich będzie trwał niemal miesiąc i oznacza kolejne tygodnie spędzone w szpitalu. Jej codzienność to dziś nieustanne dojazdy do Przylądka Nadziei, badania, oczekiwanie na wyniki oraz ogromny wysiłek organizmu, który od miesięcy walczy o odzyskanie równowagi. Choroba zmieniła wszystko. Zwykłe życie zostało zastąpione rytmem wyznaczanym przez kolejne etapy leczenia, reakcje organizmu i szpitalne procedury. Każdy dzień przynosi nowe emocje – od nadziei po ogromny strach o przyszłość. Mimo tego Weronika nie przestaje walczyć. Leczenie wymaga od niej ogromnej siły psychicznej i fizycznej, ale pojawiające się efekty immunoterapii dają rodzinie nadzieję, że ta droga prowadzi w stronę zdrowia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Weroniki kwotę 42 840 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu, dojazdach do szpitala oraz codziennych kosztach związanych z wielomiesięczną terapią onkologiczną.