Początkowo były to jedynie niepokojące sygnały – blada skóra, brak apetytu i coraz większe zmęczenie. Rodzice Laury czuli jednak, że dzieje się coś poważniejszego. Zwykła morfologia wykonana w szpitalu całkowicie zmieniła życie ich rodziny. Po szczegółowej diagnostyce w Gdańsku lekarze postawili diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna typu B. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Laura przeszła intensywną chemioterapię, a kolejne miesiące podporządkowane były szpitalnym oddziałom, badaniom i walce o każdy dobry wynik. Obecnie dziewczynka zakończyła etap leczenia szpitalnego i pozostaje pod stałą opieką onkologiczną. Kontynuuje terapię podtrzymującą w formie doustnej chemioterapii, która potrwa do września 2026 roku. Laura regularnie przechodzi badania krwi, ponieważ każdy spadek parametrów może oznaczać konieczność kolejnej hospitalizacji i przetoczenia krwi. Przed nią również rehabilitacja, która ma pomóc odzyskać pełnię sił po długim i wyczerpującym leczeniu. Na szczęście organizm dziewczynki dobrze odpowiedział na terapię, a lekarze z ostrożnym optymizmem patrzą na dalsze rokowania. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Laury kwotę 13 225 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć ją w dalszej drodze do zdrowia oraz spokojniejszej codzienności.

Wszystko zaczęło się od zwykłego badania kontrolnego. Artem miał wykonać morfologię, aby móc uczestniczyć w zajęciach na basenie. Nic nie wskazywało na to, że za chwilę życie chłopca i jego mamy zmieni się całkowicie. Wyniki badań były alarmujące i wymagały natychmiastowej hospitalizacji. Po kolejnych badaniach lekarze postawili diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna typu T – jedna z najbardziej agresywnych postaci nowotworów krwi. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Artem od marca przechodzi intensywną chemioterapię, która bardzo mocno obciąża jego organizm. Pojawiły się bolesne owrzodzenia jamy ustnej, stan zapalny wątroby oraz ogromne osłabienie. Chłopiec praktycznie cały czas przebywa w szpitalu, podłączony do kroplówek i specjalistycznego leczenia. Przed nim jeszcze wiele miesięcy terapii, a lekarze nie wykluczają również konieczności przeszczepu szpiku kostnego. Mama Artema samotnie wychowuje syna i każdego dnia czuwa przy jego łóżku, próbując znaleźć siłę w rzeczywistości podporządkowanej wyłącznie walce o zdrowie dziecka. Choroba odebrała rodzinie poczucie bezpieczeństwa i spokojną codzienność, pozostawiając strach, niepewność i ogromne koszty leczenia. Zebrane środki pomagają pokrywać wydatki związane z terapią, specjalistyczną dietą, suplementacją oraz późniejszą rehabilitacją Artema. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Artema kwotę 38 365 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć chłopca w dalszej walce o zdrowie i powrót do dzieciństwa.

Początkowo wszystko wyglądało jak zwykła infekcja. Podwyższona temperatura, bóle nóg, brzucha i głowy oraz coraz większe zmęczenie. Milenka stawała się cichsza i słabsza z każdym kolejnym dniem. Rodzice szukali odpowiedzi, wykonując kolejne badania, aż w końcu morfologia z ręcznym rozmazem ujawniła obecność blastów – komórek nowotworowych. Rodzina natychmiast trafiła do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, gdzie biopsja szpiku potwierdziła diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna typu B. Rozpoczęła się intensywna chemioterapia i leczenie sterydowe. Dla sześcioletniej dziewczynki szpital stał się codziennością. Od lutego Milenka niemal cały czas przebywa na oddziale, z dala od domu, rodzeństwa i zwyczajnego dzieciństwa. W trakcie leczenia pojawiło się bardzo groźne powikłanie – grzybicze zapalenie płuc. Organizm dziewczynki był tak osłabiony, że lekarze musieli przerwać chemioterapię na dwa miesiące. Był to niezwykle trudny czas pełen strachu i niepewności. Dziś leczenie zostało wznowione, jednak każdy kolejny etap wymaga ogromnej ostrożności. O dalszej terapii zdecydują najbliższe wyniki badań i tomografii. Rodzice Milenki każdego dnia próbują utrzymać równowagę pomiędzy szpitalem a domem. Mama nie odstępuje córki nawet na krok, a tata opiekuje się pozostałą trójką dzieci i stara się utrzymać rodzinę. Dzięki wspólnej akcji udało się przekazać na rzecz Milenki kwotę 21 053 zł, która pomoże pokryć koszty dalszego leczenia, środków do utrzymania sterylności, oczyszczaczy powietrza oraz codziennych potrzeb związanych z powrotem dziewczynki do zdrowia.

Wojtek jeszcze niedawno większość czasu spędzał na boisku. Piłka nożna była jego największą pasją, a Robert Lewandowski sportowym idolem. Wszystko zmieniła ciężka choroba nowotworowa, która całkowicie zatrzymała codzienność nastolatka. W trakcie leczenia Wojtek przeszedł liczne cykle chemioterapii, radioterapię oraz przeszczep szpiku kostnego. Były momenty, gdy jego stan był bardzo ciężki – dwukrotnie przebywał na Oddziale Wzmożonego Nadzoru z bezpośrednim zagrożeniem życia. Choć leczenie onkologiczne dobiegło końca, skutki terapii nadal bardzo mocno wpływają na jego zdrowie. Wojtek stracił śledzionę, a jego odporność pozostaje bardzo osłabiona. Każda infekcja stanowi realne zagrożenie i wymaga ogromnej czujności. Dodatkowo po wysiłku fizycznym pojawiają się silne bóle nóg i kolan, dlatego chłopiec wymaga kosztownej, specjalistycznej rehabilitacji. To właśnie ona daje szansę na stopniowy powrót do sprawności i spełnienie największego marzenia Wojtka – ponownego wyjścia na boisko razem z kolegami. Mama samotnie wychowuje dwójkę dzieci i każdego dnia walczy o zapewnienie synowi odpowiedniego leczenia, rehabilitacji, szczepień oraz wizyt u specjalistów. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Wojtka kwotę 8 253 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć dalszą rehabilitację oraz leczenie chłopca.

Pierwsze objawy pojawiły się latem 2021 roku. Antoś zaczął skarżyć się na bóle nóg, szybko się męczył, a na jego ciele pojawiały się siniaki i wybroczyny. Początkowo nic nie wskazywało na dramatyczną diagnozę, jednak prywatnie wykonane badania krwi całkowicie zmieniły życie rodziny. W szpitalu w Lublinie lekarze potwierdzili ostrą białaczkę limfoblastyczną. Rozpoczęło się bardzo intensywne leczenie wysokiego ryzyka, które trwało siedemnaście miesięcy. Antoś przeszedł długą chemioterapię, spędzając większość czasu w szpitalu. Po zakończeniu leczenia pojawiła się ogromna ulga i nadzieja, że choroba została pokonana. Niestety po dwóch latach białaczka wróciła. Dla rodziców była to wiadomość, która po raz drugi odebrała poczucie bezpieczeństwa. Rozpoczęto leczenie nawrotu choroby, jednak szybko okazało się, że jedyną szansą na uratowanie życia chłopca jest przeszczep szpiku kostnego. Obecnie Antoś przebywa w Przylądku Nadziei we Wrocławiu i czeka na zgodnego dawcę. Aby zatrzymać rozwój choroby, przyjmuje lek immunologiczny Blincyto. Rodzice zrezygnowali z pracy, aby móc być przy synu w tym najtrudniejszym czasie. Ich codzienność to dziś życie pomiędzy szpitalem, strachem i nadzieją, że uda się znaleźć dawcę na czas. Antoś marzy o tym, by znów wrócić do szkoły, spotkań z kolegami i budowania konstrukcji z LEGO. Dziś jednak najważniejsza jest walka o życie i przyszłość, którą może dać przeszczep. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Antosia kwotę 8 949 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i wesprzeć chłopca w dalszym leczeniu oraz oczekiwaniu na przeszczep szpiku.

Pod koniec wakacji 2024 roku rodzice Nadii zauważyli niewielkie zgrubienie między szyją a ramieniem córki. Początkowo wydawało się czymś niegroźnym – reakcją alergiczną albo skutkiem ukąszenia. Zmiana jednak nie znikała, dlatego rodzina zgłosiła się na szpitalny oddział ratunkowy. Pierwsze podejrzenia mówiły o powiększonym węźle chłonnym, jednak dla bezpieczeństwa Nadia została skierowana na oddział onkologiczny w Szczecinie. Tam wykonano szczegółową diagnostykę, która przyniosła trudną diagnozę. Włókniak. Choć guz nie miał charakteru złośliwego, jego umiejscowienie okazało się bardzo niebezpieczne. Widoczna pod skórą zmiana była jedynie fragmentem dużo większej masy, która rozrastała się wewnątrz organizmu dziewczynki i osiągnęła rozmiar blisko 5x2x10 cm. Operacja nie była możliwa. Wkrótce pojawiła się kolejna zmiana pod obojczykiem, co oznaczało dalszy rozwój choroby. Lekarze zdecydowali o wdrożeniu specjalistycznego leczenia farmakologicznego, które daje szansę na zatrzymanie zmian, ale jednocześnie bardzo obciąża organizm dziecka. Terapia wymaga stałej kontroli i ogromnej ostrożności. Nadia musi unikać słońca, wysiłku fizycznego i przestrzegać specjalnej diety. Każdy dzień podporządkowany jest leczeniu, regularnym konsultacjom oraz monitorowaniu skutków ubocznych terapii. Największy lęk budzi ryzyko utraty wzroku, które stale towarzyszy rodzinie. Codzienność Nadii to dziś nie tylko szpital i leki, ale również suplementacja, prywatne wizyty medyczne, środki łagodzące skutki leczenia oraz ciągła troska o bezpieczeństwo dziewczynki. Rodzice robią wszystko, by mimo choroby Nadia mogła zachować choć część zwyczajnego dzieciństwa i nie dorastała wyłącznie w cieniu leczenia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Nadii kwotę 18 715 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć rodzinę w dalszym leczeniu oraz codziennej walce o zdrowie dziewczynki.

Historia Wojtusia rozpoczęła się od diagnozy niezwykle rzadkiej i bardzo trudnej choroby genetycznej – nerwiakowłókniakowatości typu 1 (NF1). To właśnie ona doprowadziła do rozwoju glejaka nerwów wzrokowych, nowotworu, który zaatakował jedną z najważniejszych części dziecięcego świata. W styczniu 2023 roku konieczna była operacja guza mózgu. Choć zabieg był jedyną szansą na ratowanie życia chłopca, pozostawił po sobie dramatyczne konsekwencje. Wojtuś stracił wzrok. Kilka miesięcy później pojawiły się kolejne powikłania. Choroba i leczenie odebrały mu możliwość samodzielnego chodzenia. Dla kilkuletniego dziecka oznaczało to nagłe zamknięcie świata, który jeszcze chwilę wcześniej poznawał z dziecięcą ciekawością. Rodzina próbowała odnaleźć się w nowej rzeczywistości, jednak latem 2023 roku przyszła kolejna bardzo trudna wiadomość. Guz ponownie zaczął rosnąć. Rozpoczęto agresywną chemioterapię, która miała zatrzymać rozwój nowotworu. Leczenie było niezwykle obciążające dla małego organizmu. Wojtuś spędzał kolejne tygodnie w szpitalach, otoczony aparaturą medyczną, badaniami i nieustanną walką o stabilizację stanu zdrowia. W marcu 2024 roku wraz z rodzicami trafił do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. To właśnie wtedy pojawiły się kolejne dramatyczne skutki uboczne terapii. Doszło do uszkodzenia nerek, a wodogłowie zaczęło się pogłębiać. Konieczna była pilna operacja wymiany zastawki komorowo-otrzewnowej. Po zabiegu wydarzyło się coś, czego rodzice bali się najbardziej. Wojtuś nagle przestał mówić. Przestał przełykać. Nie poruszał się. Rodzice nie mieli nawet pewności, czy słyszy ich głosy. To był moment ogromnego strachu i całkowitej bezradności. Dopiero tygodnie intensywnej rehabilitacji zaczęły przynosić pierwsze, bardzo delikatne postępy. Dzięki codziennej pracy fizjoterapeutów, neurologopedów i neuropsychologów Wojtuś stopniowo odzyskuje kontakt z otoczeniem oraz podstawowe funkcje. Każdy najmniejszy ruch stał się dziś wielkim sukcesem. Przed chłopcem wciąż długa i niezwykle wymagająca droga. Wojtek wymaga codziennej rehabilitacji, specjalistycznej opieki oraz kosztownego leczenia wspomagającego. Rodzina musi także przystosować mieszkanie do jego obecnych potrzeb, w tym przygotować przestrzeń do poruszania się na wózku inwalidzkim oraz przebudować łazienkę i klatkę schodową. Choroba całkowicie zmieniła życie całej rodziny. Każdy dzień podporządkowany jest dziś opiece nad Wojtusiem i walce o jego możliwie najlepszą przyszłość. Mimo wszystkiego rodzice nie tracą nadziei, że ich synek odzyska choć część sprawności i będzie mógł wrócić do domu, który znów stanie się dla niego bezpiecznym miejscem. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Wojtusia kwotę 37 155 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć jego dalszą rehabilitację, leczenie oraz dostosowanie domu do potrzeb chłopca po ciężkich powikłaniach terapii.

Jeszcze na początku 2025 roku życie Dominika wyglądało dokładnie tak, jak powinno wyglądać życie czternastoletniego chłopaka. Szkoła, treningi, sportowe ambicje i codzienność podporządkowana pasji do sztuk walki. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy pojawił się ból w okolicy prawej łopatki. Początkowo wydawał się niegroźny. Rodzina była przekonana, że to efekt przeciążenia lub jednego z treningów. Dominik trenował intensywnie, dlatego nikt nie przypuszczał, że organizm wysyła sygnał dużo poważniejszego zagrożenia. Ból jednak nie ustępował. Z każdym dniem stawał się coraz silniejszy, aż w końcu na plecach chłopca pojawił się wyraźnie wyczuwalny guz. Niedługo później dołączyła bardzo wysoka gorączka, której nie udawało się obniżyć lekami. To był moment, w którym rozpoczęła się dramatyczna walka o odpowiedź. Hospitalizacja, kolejne badania i narastający strach szybko doprowadziły rodzinę do diagnozy, która zmieniła wszystko. Mięsak Ewinga, czyli złośliwy nowotwór kości. Od tego dnia życie Dominika zostało podporządkowane leczeniu. Rozpoczęła się intensywna terapia obejmująca dwanaście cykli chemioterapii oraz trzydzieści naświetlań radioterapii. Leczenie miało przygotować organizm chłopca do bardzo skomplikowanej operacji usunięcia nowotworu. Każdy kolejny cykl chemioterapii odbierał mu jednak siły. Pojawiały się silne spadki parametrów krwi, uporczywe wymioty, bóle głowy, ogromne osłabienie oraz bolesne skutki radioterapii. Bywały dni, w których nawet zwykłe oddychanie stawało się ogromnym wysiłkiem. 27 sierpnia 2025 roku Dominik przeszedł wielogodzinną operację we Wrocławiu. Lekarze usunęli guz wraz z dziewiątym żebrem oraz fragmentami ósmego i dziesiątego żebra. Konieczne było również usunięcie zrostów w prawym płucu. Po wybudzeniu chłopiec oddychał z ogromnym trudem, jednak każdy kolejny oddech był dowodem na to, że nadal walczy. W tej walce nigdy nie był sam. Przy jego łóżku każdego dnia czuwa mama. Tata zrezygnował z pracy za granicą, by być bliżej rodziny i wspierać zarówno Dominika, jak i młodszą córkę. Całe życie rodziny zostało podporządkowane leczeniu oraz nieustannej walce o zdrowie syna. Ich codzienność to życie pomiędzy nadzieją a strachem. Jednego dnia wyniki dają chwilę ulgi, drugiego pojawiają się kolejne komplikacje. Każdy poranek rozpoczyna się od pytania, które stało się najważniejsze: „Jak dziś się czujesz?” Mimo ogromnego cierpienia Dominik nie stracił woli walki. Nadal marzy o powrocie na matę treningową i do świata, który choroba nagle mu odebrała. Wciąż wierzy, że jeszcze będzie mógł wrócić do życia, które kochał. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Dominika kwotę 28 479 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz powrocie do sprawności po bardzo ciężkiej terapii onkologicznej.

Ból pojawił się niepozornie. Na początku wracał tylko od czasu do czasu, dlatego nikt nie przypuszczał, że stanie się początkiem jednej z najtrudniejszych walk w życiu piętnastoletniej dziewczyny. Z czasem dolegliwości zaczęły się nasilać. Ból trwał coraz dłużej i coraz mocniej ograniczał codzienne funkcjonowanie Wiktorii. Kolejne wizyty lekarskie oraz badania obrazowe nie przynosiły od razu odpowiedzi, jednak niepokój narastał z każdym tygodniem oczekiwania. Przełom nastąpił w grudniu, kiedy Wiktoria trafiła do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. 20 grudnia wykonano biopsję, która potwierdziła najgorszy scenariusz, czyli osteosarcoma, czyli złośliwy nowotwór kości kończyny dolnej. Od tego momentu życie nastolatki zmieniło się całkowicie. Codzienność, która jeszcze chwilę wcześniej była wypełniona szkołą, znajomymi i zwyczajnym dorastaniem, została zastąpiona przez szpitalne oddziały, wyniki badań i kolejne etapy leczenia. Chemioterapia rozpoczęła się natychmiast. Organizm Wiktorii bardzo ciężko znosił leczenie. Pojawiły się silne wymioty, ogromne osłabienie oraz bolesne podrażnienia śluzówek. Parametry krwi wielokrotnie spadały do poziomu wymagającego transfuzji. Każdy pobyt w szpitalu trwał od dwóch do trzech tygodni, a kolejne cykle leczenia odbywały się w krótkich odstępach czasu. Życie rodziny zostało podzielone pomiędzy dom a szpital, gdzie każdego dnia toczyła się walka o zdrowie córki. 1 kwietnia Wiktoria przeszła bardzo poważną, ponad pięciogodzinną operację wszczepienia specjalistycznego implantu, który zastąpił usunięty fragment kości i ma pomóc jej odzyskać stabilność oraz sprawność kończyny. Dziś trwa niezwykle trudny etap rekonwalescencji po zabiegu. Wiktoria powoli odzyskuje siły, jednak przed nią wciąż kolejne miesiące leczenia, rehabilitacji oraz dalsza chemioterapia. Choroba odebrała jej możliwość normalnego życia nastolatki. Przerwała naukę, ograniczyła kontakt z rówieśnikami i podporządkowała codzienność leczeniu oraz szpitalnym procedurom. W domu czeka na nią troje rodzeństwa, które bardzo tęskni za wspólną codziennością. Rodzice każdego dnia próbują utrzymać równowagę pomiędzy opieką nad chorą córką a funkcjonowaniem całej rodziny. To ogromne obciążenie emocjonalne i finansowe, które trwa nieprzerwanie od momentu diagnozy. Mimo wszystkiego Wiktoria walczy z ogromną determinacją. Każdy kolejny etap leczenia jest próbą odzyskania nie tylko zdrowia, ale również przyszłości, którą choroba próbowała jej odebrać. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Wiktorii kwotę 54 499 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz odzyskiwaniu sprawności po ciężkiej operacji.

Życie Piotra od samego początku naznaczone było chorobą. Jako niemowlę usłyszał diagnozę zespołu Nijmegen – niezwykle rzadkiej choroby genetycznej powodującej głęboki niedobór odporności i ogromne ryzyko rozwoju nowotworów. Rodzice wiedzieli, że ich syn będzie wymagał szczególnej opieki, jednak nikt nie był w stanie przewidzieć, jak dramatyczną drogę przyjdzie mu przejść. Gdy Piotr miał zaledwie cztery lata, pojawiła się ostra białaczka limfoblastyczna. Leczenie rozpoczęto natychmiast, jednak organizm chłopca bardzo źle znosił intensywną chemioterapię. Choroba i terapia odebrały mu podstawowe funkcje: przestał chodzić i mówić. Dzieciństwo zostało zastąpione szpitalną codziennością, bólem i walką o każdy kolejny dzień. Pierwsze leczenie trwało dwa i pół roku. W 2013 roku przyszła pierwsza wznowa. Nowotwór zaatakował jądra i jedyną możliwością ratowania życia Piotra była ich całkowita amputacja. Dla rodziny był to jeden z najbardziej bolesnych momentów całej wieloletniej walki. Organizm chłopca był skrajnie wycieńczony. Pojawiły się kolejne ciężkie powikłania – przetoka jamy brzusznej, ospa wietrzna, zapalenie siatkówki oka oraz obustronne ropne zapalenie ucha środkowego. Leczenie trwało kolejne cztery i pół roku, jednak ostatecznie udało się osiągnąć remisję. Nadzieja wróciła tylko na chwilę. W 2019 roku pojawiła się druga wznowa, tym razem rozsiana niemal po całym organizmie. Rozpoczęto kolejną chemioterapię, a następnie zakwalifikowano Piotra do przeszczepu szpiku we Wrocławiu. Zabieg przeprowadzono 20 grudnia 2019 roku. Po przeszczepie rodzina mogła przez pewien czas odetchnąć. Pojawiła się remisja i namiastka normalności. Niestety w 2021 roku choroba wróciła po raz trzeci. Jedyną szansą stała się terapia CAR-T – nowoczesne leczenie, którego koszt przekraczał 1,3 miliona złotych. Dzięki ogromnemu wsparciu ludzi udało się zebrać potrzebne środki i 1 czerwca 2021 roku Piotr otrzymał terapię. Kolejny raz udało się osiągnąć remisję. W marcu 2025 roku przyszła czwarta wznowa. Choroba ujawniła się jako ogromny guz w odcinku piersiowym kręgosłupa. Lekarze ponownie rozpoczęli natychmiastowe leczenie i podjęli decyzję o drugiej terapii CAR-T. Dzięki pomocy ludzi o wielkich sercach Piotr otrzymał kolejne leczenie 14 października 2025 roku. Dziś trwa bardzo trudny etap odbudowy organizmu po latach wyniszczającej walki. Piotr nie porusza się samodzielnie i wymaga intensywnej rehabilitacji oraz stałej opieki specjalistów. Każdy dzień to próba odzyskiwania sprawności i nauka życia po kolejnych etapach choroby. Dodatkowym dramatem dla rodziny jest ciężka choroba taty Piotra, który równolegle zmaga się z amyloidozą i sam wymaga leczenia. W jednym domu każdego dnia toczą się dwie walki o życie. Mimo wszystkiego Piotr stara się odnajdywać spokój i sens w małych rzeczach. Dawniej kochał piłkę nożną, dziś ukojenie znajduje w wędkarstwie, które daje mu chwilę wyciszenia po latach życia podporządkowanego chorobie. To historia ogromnej determinacji, wytrwałości i rodziny, która od wielu lat nie przestaje walczyć o każdy kolejny dzień wspólnego życia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Piotra kwotę 68 560 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszej rehabilitacji, leczeniu oraz codziennej walce o odzyskiwanie sprawności i samodzielności.