Jeszcze kilka lat temu Nazarii był zupełnie zdrowym chłopcem. Miał niespełna piętnaście lat, gdy jego życie nagle zatrzymała diagnoza nowotworu krwi. Leczenie rozpoczął na Ukrainie, w rodzinnym Łucku. Wkrótce jednak wybuch wojny sprawił, że walka o zdrowie stała się jeszcze trudniejsza i pełna niepewności. Ratunkiem okazała się Polska oraz Przylądek Nadziei we Wrocławiu, gdzie Nazarii wraz z rodziną znalazł schronienie i możliwość dalszego leczenia. Intensywna chemioterapia przynosiła efekty. Wyniki badań stopniowo się poprawiały, a rodzice chłopca zaczęli wierzyć, że najtrudniejszy etap jest już za nimi. Niestety choroba pozostawiła po sobie bardzo ciężkie konsekwencje. W marcu 2024 roku Nazarii zaczął odczuwać silny ból bioder. Początkowo wydawało się, że to chwilowe osłabienie organizmu po leczeniu onkologicznym, jednak kolejne badania ujawniły dramatyczną diagnozę – jałową martwicę obu stawów biodrowych. Leczenie farmakologiczne okazało się niemożliwe ze względu na wcześniejszą terapię onkologiczną. Ból stopniowo odbierał nastolatkowi możliwość normalnego poruszania się. Dziś Nazarii korzysta z wózka inwalidzkiego i każdego dnia walczy o zachowanie sprawności oraz samodzielności. Jedyną szansą pozostaje kosztowna i bardzo intensywna rehabilitacja. Niestety stan chłopca nadal się pogarszał. Kolejne rezonanse wykazały postępującą martwicę kości udowych. Lekarze podjęli decyzję o konieczności operacji usunięcia martwego fragmentu kości lewej nogi i zastąpienia go endoprotezą. Wszystko wskazuje jednak na to, że w przyszłości podobny zabieg będzie konieczny również w drugiej nodze. Przed Nazariim bardzo długa droga. Operacja, rehabilitacja, nauka ponownego poruszania się i codzienne zmaganie z bólem są dziś jego rzeczywistością. Każde zajęcia rehabilitacyjne to ogromny koszt, którego rodzina nie jest już w stanie samodzielnie udźwignąć. Rodzice chłopca wykorzystali wszystkie oszczędności na leczenie syna. Mama Nazara, mimo własnego ogromnego zmęczenia i trudnej sytuacji życiowej, rozpoczęła pracę w Przylądku Nadziei, by pomagać innym rodzinom przechodzącym przez podobny dramat. Łączyła pracę z opieką nad synem oraz codzienną walką o jego zdrowie. Mimo ogromnego cierpienia Nazarii nie przestaje walczyć. Każdy dzień to dla niego próba odzyskania choć części dawnej sprawności i nadziei, że jeszcze kiedyś będzie mógł funkcjonować bez bólu i ograniczeń. Choroba odebrała mu beztroskę, ale nie odebrała determinacji. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Nazariego kwotę 24 955 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w operacji, rehabilitacji oraz dalszej walce o odzyskanie sprawności po dramatycznych powikłaniach leczenia onkologicznego.
Historia Emila to historia chłopca, który z chorobą nowotworową mierzy się niemal od początku życia. Gdy miał zaledwie dwa lata, lekarze zdiagnozowali u niego neuroblastomę. Rozpoczęła się długa i bardzo trudna walka o życie małego dziecka. Intensywne leczenie, pobyty w szpitalu i ogromny lęk rodziców stały się codziennością rodziny. Po wielu miesiącach walki udało się osiągnąć zwycięstwo. Przez kolejne trzynaście lat rodzice mogli wierzyć, że najgorsze zostało już za nimi. Emil dorastał, wracał do zwykłego życia i próbował odzyskać dzieciństwo, które choroba odebrała mu zbyt wcześnie. Niestety nowotwór powrócił. Tym razem diagnoza dotyczyła raka nasady języka. Świat nastoletniego chłopaka po raz kolejny zatrzymał się w miejscu. Rozpoczęło się kolejne wymagające leczenie, które oznaczało wielotygodniowe pobyty w szpitalu, operacje oraz długie cykle terapii onkologicznej. Emil przeszedł kilka bardzo poważnych operacji, podczas których usunięto część nasady języka. Konieczny był również przeszczep tkanek pobranych z prawego uda, który zakończył się powodzeniem i pozwolił lekarzom kontynuować dalsze leczenie. Następnie wdrożono radioterapię. To właśnie ona pozostawiła po sobie jedne z najtrudniejszych skutków ubocznych. Emil doznał rozległych poparzeń jamy ustnej oraz szyi. Pojawił się ogromny ból, problemy z codziennym funkcjonowaniem oraz bardzo duże osłabienie organizmu. Radioterapia doprowadziła również do drastycznej utraty masy ciała. Mimo że od zakończenia leczenia minął już ponad rok, Emil waży obecnie jedynie 43 kilogramy. Dodatkowo wykonane badania genetyczne wykazały u niego predyspozycje do nowotworzenia, co oznacza znacznie zwiększone ryzyko wystąpienia kolejnych zmian nowotworowych w przyszłości. Dlatego życie Emila nadal pozostaje podporządkowane leczeniu i nieustannej kontroli stanu zdrowia. Regularne wizyty u specjalistów, kosztowne badania diagnostyczne, rehabilitacja, suplementacja oraz dalsze leczenie są dziś niezbędne, by organizm młodego chłopaka mógł stopniowo wracać do sił. Największym wyzwaniem pozostaje jednak ciągła gotowość na ewentualny nawrót choroby. Mimo ogromnego cierpienia Emil nie stracił w sobie determinacji. Nadal marzy o zwyczajnym życiu nastolatka – jeździe na rowerze, spotkaniach z przyjaciółmi czy wspólnym graniu z bratem na konsoli. To właśnie te zwykłe chwile stały się dziś symbolem normalności, o którą tak bardzo walczy. Rodzina Emila każdego dnia robi wszystko, by nie poddać się strachowi i być gotowym do dalszej walki o jego zdrowie. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Emila kwotę 16 022 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz codziennym funkcjonowaniu po niezwykle ciężkiej terapii onkologicznej.
Historia Timo od początku była walką o zdrowie. Rodzice chłopca usłyszeli pierwszą dramatyczną diagnozę już wtedy, gdy ich synek miał zaledwie miesiąc. Lekarze rozpoznali u niego zespół Nijmegen – niezwykle rzadką chorobę genetyczną powodującą ciężki niedobór odporności i bardzo wysokie ryzyko rozwoju nowotworów. Od najmłodszych lat życie Timo wyglądało inaczej niż życie innych dzieci. Częste infekcje, konieczność stałej kontroli stanu zdrowia i codzienny lęk rodziców stały się częścią ich rzeczywistości. Mimo choroby chłopiec chodził do przedszkola i próbował funkcjonować jak jego rówieśnicy. Wszystko zmieniło się jednak po wybuchu wojny na Ukrainie, kiedy rodzina została zmuszona do ucieczki do Polski. Niedługo później wydarzył się kolejny dramat. Pod koniec sierpnia 2023 roku Timo w ciężkim stanie został przewieziony z Lubina do Przylądka Nadziei we Wrocławiu. Trafił bezpośrednio na Oddział Wzmożonego Nadzoru, gdzie rodzice usłyszeli kolejną diagnozę – ostrą białaczkę limfoblastyczną typu T. Rozpoczęła się natychmiastowa walka o życie chłopca. Chemioterapia okazała się dla jego organizmu niezwykle wyniszczająca. Doszło do poważnych skutków ubocznych – poparzenia przełyku, owrzodzenia jamy ustnej oraz rozległych zmian skórnych. Po trzech bardzo ciężkich miesiącach leczenia Timo na krótko wrócił do domu, jednak szybko ponownie trafił do szpitala z powodu kolejnych powikłań. Stan chłopca wielokrotnie wymagał leczenia na Oddziale Wzmożonego Nadzoru. 15 lutego 2024 roku Timo przeszedł przeszczep szpiku od swojej siostry. Choć zabieg dawał ogromną nadzieję, bardzo szybko pojawiły się kolejne komplikacje. Chłopiec zmagał się z graftem jelitowym i skórnym, ciężką grypą oraz koniecznością długotrwałego odżywiania pozajelitowego. Przez wiele dni wymagał również tlenoterapii. Powrót do domu był jedynie początkiem kolejnego etapu walki. Dziś Timo regularnie wraca do Przylądka Nadziei na badania, punkcje lędźwiowe, podawanie chemioterapii, przetoczenia krwi oraz specjalistyczne konsultacje. Niestety organizm chłopca nadal nie funkcjonuje prawidłowo. Własny szpik odbudowuje się zbyt mocno, co może oznaczać konieczność kolejnego przeszczepu. Do problemów onkologicznych dochodzą kolejne wyzwania zdrowotne. Timo zmaga się z niedoczynnością tarczycy, ciężkimi alergiami oraz skutkami zespołu Nijmegen. Lekarze rozpoczęli również diagnostykę w kierunku zaburzeń ze spektrum autyzmu. Wszystkie dodatkowe konsultacje, badania i rehabilitacja są kosztowne i bardzo obciążają budżet rodziny. Mama chłopca nieustannie towarzyszy synowi w leczeniu, a tata pozostaje jedynym żywicielem rodziny. Mimo ogromnego zmęczenia rodzice nie przestają walczyć o przyszłość swojego dziecka. Każda kolejna kontrola i każdy stabilniejszy wynik dają im nadzieję, że Timo będzie mógł odzyskać choć część dzieciństwa odebranego przez chorobę. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Timo kwotę 27 401 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć chłopca w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz codziennej walce z ciężkimi powikłaniami po przeszczepie i chorobie nowotworowej.
Wszystko zaczęło się od siniaków. W połowie października 2025 roku Filip zauważył na swoim ciele liczne ślady, które pojawiały się bez żadnego urazu. Początkowo nic nie wskazywało na poważną chorobę. Nie było gorączki, osłabienia ani innych alarmujących objawów. Mama chłopca postanowiła jednak wykonać kontrolną morfologię. To właśnie ona zmieniła wszystko. Wyniki badań wykazały skrajnie podwyższony poziom leukocytów. Kilka dni później, po konsultacji z lekarzem rodzinnym, Filip został pilnie skierowany do szpitala w Trzebnicy. W tym czasie pojawił się również silny ból w prawej pachwinie, który dodatkowo budził niepokój lekarzy. W sterylnej ciszy szpitalnej sali po raz pierwszy padło podejrzenie białaczki. Jeszcze tego samego dnia Filip został przewieziony karetką do Przylądka Nadziei we Wrocławiu, gdzie rozpoczęła się szczegółowa diagnostyka. Pobranie szpiku kostnego, tomografia komputerowa, badania okulistyczne, kardiologiczne oraz USG całego ciała pozwoliły lekarzom potwierdzić diagnozę. Przewlekła białaczka szpikowa. Dla rodziny był to moment całkowicie zmieniający codzienność. Ból w pachwinie okazał się skutkiem krwiaka uciskającego na nerw, co znacząco utrudniło Filipowi poruszanie się i wymagało dalszych konsultacji chirurgicznych. Lekarze zdecydowali o wdrożeniu leczenia w postaci chemioterapii doustnej, która pozwala ograniczyć część hospitalizacji, ale nadal wymaga stałej kontroli i ogromnej czujności. Życie rodziny nagle zaczęło toczyć się między domem a szpitalem. Każde badanie, każda wizyta i każdy wynik stały się źródłem napięcia oraz niepewności o przyszłość. Choroba dotknęła również młodszą siostrę Filipa, która bardzo przeżywa nagłą zmianę codzienności i lęk o zdrowie brata. Mimo choroby Filip stara się nie tracić siebie. Kocha koszykówkę, gry komputerowe i wypady na quady z kolegami. Interesuje się nauką i marzy o tym, by w przyszłości zostać mechatronikiem. Dziś jednak jego codzienność wygląda zupełnie inaczej. Regularne kontrole, leczenie i skutki choroby sprawiły, że zwykłe życie nastolatka musiało zejść na dalszy plan. Rodzina walczy o to, by Filip mógł wrócić do świata, który jeszcze niedawno wydawał się czymś całkowicie oczywistym. Zebrane środki przeznaczone zostaną na nierefundowane leki, rehabilitację oraz specjalistyczną opiekę medyczną i psychologiczną, która pomoże Filipowi bezpiecznie przejść przez leczenie i odzyskać stabilność po diagnozie. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Filipa kwotę 6 382 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w leczeniu, rehabilitacji oraz codziennej walce o powrót do spokojnej przyszłości.
Wszystko zaczęło się od bólu głowy. Przez wiele dni Marika skarżyła się na silne dolegliwości, które nie ustępowały mimo leków przeciwbólowych. Pojawiła się nadwrażliwość na światło i dźwięki, a mama zauważyła również niepokojąco poszerzone żyły w okolicy lewej skroni. Intuicja podpowiadała jej, że dzieje się coś bardzo złego. 25 kwietnia 2025 roku trzynastoletnia Marika trafiła na SOR w Bolesławcu. Wykonany pilnie rezonans ujawnił ogromny guz mózgu. W ciągu kilku godzin dziewczynka została przetransportowana do Katowic, gdzie rozpoczęła się dramatyczna walka o jej życie. Zaledwie cztery dni później lekarze przeprowadzili ponad ośmiogodzinną operację neurochirurgiczną. Przed zabiegiem mama usłyszała słowa, których żaden rodzic nigdy nie powinien słyszeć – że musi przygotować się również na najgorszy scenariusz. Mimo ogromnego ryzyka operacja zakończyła się powodzeniem. Guz o wielkości dziesięciu centymetrów udało się usunąć w całości. Przez kolejne tygodnie Marika dochodziła do siebie na oddziale neurochirurgii, podczas gdy lekarze prowadzili bardzo szczegółową diagnostykę histopatologiczną. Początkowo rozpoznano wyściółczaka trzeciego stopnia i wdrożono leczenie według dwóch protokołów chemioterapii. Ostateczna diagnoza okazała się jednak jeszcze bardziej dramatyczna. Badania potwierdzone dodatkowo w Bonn i Heidelbergu wykazały atypowy teratoidalny rabdoidalny guz AT/RT – jeden z najrzadszych i najbardziej agresywnych nowotworów mózgu wieku dziecięcego. To oznaczało konieczność rozpoczęcia leczenia praktycznie od początku. Marika przeszła protonoterapię w Krakowie, następnie rozpoczęła intensywną chemioterapię we Wrocławiu. Lekarze już wtedy wiedzieli, że konieczny będzie także przeszczep szpiku kostnego, dlatego pobrano komórki macierzyste. W trakcie leczenia doszło również do kolejnego dramatycznego momentu. Marika przeszła wstrząs septyczny, który doprowadził do pęknięcia drobnej żyłki w mózgu i powstania krwiaka wymagającego pilnej interwencji. Rodzina po raz kolejny stanęła twarzą w twarz z lękiem o życie dziecka. Mimo wszystkich komplikacji Marika nie przestała walczyć. W połowie marca przeszła autoprzeszczep szpiku. Dziś jej organizm bardzo powoli odbudowuje się po wyniszczającym leczeniu. Szpik zaczyna podejmować pracę, jednak na pełną ocenę efektów trzeba będzie jeszcze długo czekać. Obecnie dziewczynka jest żywiona dojelitowo i wymaga stałej opieki oraz dalszego leczenia. Mama Mariki nie pracuje i nie odstępuje córki ani na krok. Całe życie rodziny zostało podporządkowane walce o zdrowie trzynastolatki. Mimo wszystkiego mama podkreśla jedno – największym cudem jest to, że Marika nadal chodzi, rozmawia i zachowała wszystkie funkcje poznawcze. W przypadku tak agresywnego nowotworu to ogromna nadzieja. Przed rodziną wciąż bardzo długa i kosztowna droga. Kolejne etapy leczenia, rehabilitacja, leki, dojazdy do specjalistycznych ośrodków oraz codzienna opieka wymagają ogromnych nakładów finansowych i nieustannej walki o utrzymanie stabilności organizmu dziewczynki. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Mariki kwotę 42 770 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu, rehabilitacji oraz niezwykle wymagającej walce o powrót do zdrowia.
Choroba Miry rozpoczęła się od przedłużającej się gorączki i osłabienia, które z czasem zaczęły budzić coraz większy niepokój. Wyniki badań krwi szybko rozwiały wszelkie wątpliwości, a diagnoza brzmiała ostra białaczka limfoblastyczna. W jednej chwili życie dziewczynki i jej rodziny całkowicie się zmieniło. Na początku 2025 roku Mira rozpoczęła intensywne leczenie w szpitalu. Przez wiele miesięcy przebywała na oddziale, gdzie poddawana była chemioterapii, licznym badaniom oraz procedurom medycznym wymagającym znieczulenia ogólnego. Leczenie obejmowało m.in. biopsje szpiku oraz podawanie leków bezpośrednio do kanału kręgowego. Dodatkowo konieczne było usunięcie niewykształconych zębów, aby zapobiec powikłaniom infekcyjnym. Po zakończeniu intensywnej hospitalizacji Mira wróciła do domu, jednak leczenie nadal trwa. Obecnie znajduje się na etapie terapii podtrzymującej, przyjmuje leki doustne i pozostaje pod stałą kontrolą lekarzy. Regularne badania krwi oraz wizyty w szpitalu są nieodłącznym elementem jej codzienności, a każdy spadek odporności może oznaczać konieczność pilnej hospitalizacji. Największym wyzwaniem stała się izolacja. Ze względu na bardzo obniżoną odporność Mira musi unikać kontaktu z innymi dziećmi i miejsc publicznych. Nauka odbywa się indywidualnie lub zdalnie, a codzienność, która kiedyś była pełna zabawy i spotkań, została ograniczona do przestrzeni domu. Nawet tak ważne momenty jak urodziny upływają w ciszy, bez obecności rówieśników. Skutki leczenia są widoczne także fizycznie: utrata włosów, osłabienie organizmu i ograniczona sprawność wpływają na jej samopoczucie i możliwości powrotu do normalnego życia. Mimo to Mira stara się zachować pogodę ducha i odnaleźć siłę w codziennych, drobnych chwilach. Choroba wpłynęła na całą rodzinę. Rodzice podporządkowali swoje życie opiece nad córką, mierząc się jednocześnie z trudnościami finansowymi i organizacyjnymi. Powrót do Polski w celu leczenia, brak stabilnej pracy oraz konieczność łączenia obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem stanowią ogromne wyzwanie. Wsparcie było niezwykle ważne, aby zapewnić Mirze dostęp do leczenia, pokryć koszty badań, leków oraz codziennych potrzeb związanych z jej zdrowiem i funkcjonowaniem. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Miry kwotę 28 445 zł, co pozwoliło zamknąć jej zbiórkę i wesprzeć ją w dalszej drodze powrotu do zdrowia.
Choroba Marcela zaczęła się nagle, od silnego bólu rąk, który nie ustępował mimo podanych leków. Jeszcze dzień wcześniej był aktywnym, radosnym chłopcem, a już następnego poranka znalazł się w szpitalu, gdzie rozpoczęła się diagnostyka. Rozpoznanie było jednoznaczne, czyli ostra białaczka limfoblastyczna. Od tego momentu życie całej rodziny zostało całkowicie podporządkowane leczeniu. Szpital stał się codziennością, a dzieciństwo Marcela zaczęło toczyć się między badaniami, kolejnymi procedurami i krótkimi chwilami wytchnienia. W trakcie leczenia wszczepiono port naczyniowy, który umożliwił stały dostęp do żył i podawanie leków. Przez wiele miesięcy chłopiec przebywał na oddziale, a jego świat ograniczył się do szpitalnej przestrzeni. Obecnie Marcel znajduje się w domu, jednak leczenie wciąż trwa. Codziennie przyjmuje chemioterapię w tabletkach, regularnie przechodzi badania krwi i w zależności od wyników otrzymuje kolejne dawki leczenia. Co kilka tygodni wraca do szpitala na kontrole. Jego organizm pozostaje osłabiony, a terapia wymaga stałej czujności i reagowania na każdy niepokojący sygnał. Najtrudniejsze dla Marcela są nie tylko fizyczne skutki choroby, ale także ograniczenia, które zabierają mu normalne dzieciństwo. Brakuje mu przedszkola, zabawy z rówieśnikami i swobodnego ruchu. Każde pobranie krwi wiąże się z lękiem, a słabe żyły sprawiają, że procedury są dla niego szczególnie bolesne. Choroba dotyka również jego najbliższych. Starszy brat zmaga się z emocjami i potrzebuje wsparcia psychologicznego, a rodzice funkcjonują w ciągłym napięciu, czuwając nad zdrowiem syna i próbując zapewnić bezpieczeństwo całej rodzinie. Mimo trudności Marcel wciąż marzy o powrocie do zwyczajnego życia: biegania, zabawy i codzienności, która dla innych dzieci jest czymś oczywistym. Wsparcie było niezwykle ważne, aby zapewnić ciągłość leczenia, pokrycie kosztów terapii, konsultacji oraz wsparcia psychologicznego dla całej rodziny. Dzięki wspólnej akcji zbiórka Marcela została uzupełniona o kwotę 28 494 zł, co pozwoliło zabezpieczyć środki na dalsze leczenie i wesprzeć go w drodze do odzyskania zdrowia i dzieciństwa.
Choroba Arka zaczęła się nagle, od pozornie niewielkiego objawu, czyli problemu ze staniem na jednej nodze. Szybka diagnostyka przyniosła dramatyczną odpowiedź: nowotwór kości. W krótkim czasie chłopiec trafił pod opiekę onkologów i rozpoczął intensywne leczenie chemioterapią, które trwało ponad rok. Po zakończeniu terapii pojawiła się nadzieja. Kilkumiesięczna remisja dawała rodzinie przestrzeń na oddech i powrót do względnej normalności. Niestety w grudniu 2023 roku choroba wróciła. Rozpoznano wznowę wieloogniskową histiocytozy z komórek Langerhansa, co oznaczało konieczność ponownego wdrożenia leczenia i powrotu do szpitalnej rzeczywistości. W trakcie terapii Arek przeszedł liczne procedury medyczne: biopsję, implantacje portu naczyniowego oraz operację usunięcia zmiany nowotworowej w obrębie kości czaszki. Choroba pozostawiła również trwałe skutki w jego organizmie, w tym skrócenie jednej nogi oraz rozwój astmy oskrzelowej. Obecnie chłopiec znajduje się w trakcie leczenia podtrzymującego, które ma na celu utrzymanie efektów terapii i zapobieganie kolejnemu nawrotowi. Przed nim kolejne miesiące kontroli, badań obrazowych oraz stałej opieki specjalistów. Niezbędnym elementem jego powrotu do sprawności jest także regularna rehabilitacja. Największym wyzwaniem dla Arka i jego rodziny pozostaje niepewność. Każde badanie niesie ze sobą pytanie, czy choroba nie powróci ponownie. Codzienność to czujność, leczenie i próba odzyskania równowagi po doświadczeniach, które na trwałe zmieniły ich życie. Mimo wszystko Arek pozostaje pogodnym dzieckiem. Najwięcej radości daje mu piłka nożna i marzenie o tym, by znów móc biegać i bawić się bez ograniczeń. Wsparcie było niezwykle istotne, aby zapewnić mu dostęp do rehabilitacji, leczenia oraz niezbędnych wizyt specjalistycznych, które wspierają jego powrót do zdrowia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Arka kwotę 47 980 zł, co pozwoliło domknąć jego zbiórkę i zabezpieczyć środki na dalsze leczenie oraz proces rehabilitacji.
Natalia od kilku lat mierzy się z neuroblastomą czwartego stopnia. Po intensywnym leczeniu zakończonym w 2022 roku wydawało się, że najtrudniejsze jest już za nią. Niestety we wrześniu 2024 roku choroba wróciła i rozpoczęła się kolejna, jeszcze trudniejsza walka. Po serii chemioimmunoterapii Natalia przeszła przeszczep szpiku kostnego. Dawcą została jej starsza siostra, dając jej szansę na dalsze leczenie i życie. Po przeszczepie pojawiły się powikłania w postaci reakcji „przeszczep przeciwko gospodarzowi”, które znacząco obciążyły organizm. Mimo tego Natalia stopniowo odzyskuje siły i wróciła do domu, pozostając pod stałą opieką specjalistów. Organizm wciąż się odbudowuje. Parametry krwi nie wróciły jeszcze do normy, dlatego konieczne są regularne transfuzje oraz dalsze leczenie wspomagające, w tym terapia lekiem Revolade. Najważniejsze jednak jest to, że szpik pracuje i nie wykazuje zmian, które mogłyby zahamować proces zdrowienia. W ramach akcji wsparliśmy tę zbiórkę kwotą: 24 973 zł – to realna pomoc, która pozwala kontynuować leczenie i daje przestrzeń na spokojną regenerację organizmu. To etap, w którym liczy się cierpliwość, czas i konsekwencja w leczeniu. Każdy kolejny dzień to krok bliżej stabilizacji i odzyskania sił.