Choroba Bartka zaczęła się od niewielkiej zmiany na stopie, która początkowo nie budziła większego niepokoju. Guz nie znikał, a kolejne badania obrazowe nie dawały jednoznacznej odpowiedzi. Dopiero biopsja ujawniła prawdę, czyli mięsak prążkowanokomórkowy. Leczenie rozpoczęło się natychmiast od chemioterapii, jednak organizm nie zareagował na nią tak, jak oczekiwano. W obliczu postępującej choroby konieczna była dramatyczna decyzja o amputacji prawego podudzia. Był to moment przełomowy, który całkowicie zmienił życie Bartka i jego rodziny. Po operacji chłopiec rozpoczął intensywną rehabilitację i uczył się funkcjonować z protezą. Z czasem wracał do aktywności, odzyskiwał sprawność i stopniowo odbudowywał codzienność. Pojawiła się nadzieja na stabilizację i powrót do życia sprzed choroby. Niestety w marcu nastąpiła wznowa nowotworu. Konieczne było ponowne leczenie – kolejna operacja oraz powrót do chemioterapii. Obecnie lekarze rozważają dalsze etapy terapii, w tym radioterapię, uzależniając decyzje od reakcji organizmu Bartka na leczenie. Dziś jego codzienność to przede wszystkim pobyty w szpitalu i walka o zdrowie. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, a proces leczenia wymaga ogromnej siły i determinacji. Choroba wpływa na całą rodzinę. Rodzice starają się łączyć obowiązki zawodowe z obecnością przy synu, a wsparciem dla wszystkich jest starsza siostra Bartka, która wnosi w tę trudną codzienność spokój i bliskość. Mimo wszystko Bartek wciąż pozostaje aktywnym chłopcem, który kocha ruch i marzy o powrocie do życia, w którym może swobodnie jeździć na rowerze i spędzać czas z rówieśnikami. Wsparcie było niezwykle ważne, aby umożliwić kontynuację leczenia, rehabilitacji oraz pokrycie kosztów związanych z dalszą terapią i codziennym funkcjonowaniem. Dzięki wspólnej akcji zbiórka Bartka została uzupełniona o kwotę 47 325 zł, co pozwoliło zabezpieczyć środki na kolejne etapy leczenia i dalszą walkę o jego zdrowie.

Historia Kewina rozpoczęła się w wieku piętnastu lat, gdy pojawił się ból w okolicy kolana. Szybko okazało się, że jego przyczyną jest osteosarcoma, złośliwy nowotwór kości. Rozpoczęto intensywne leczenie obejmujące chemioterapię oraz operację usunięcia guza wraz z rekonstrukcją stawu kolanowego. Niestety choroba nie zakończyła się na jednym etapie. W kolejnych latach wielokrotnie dochodziło do wznowy, głównie w płucach. Każdy nawrót oznaczał powrót do szpitala, kolejne operacje i dalszą walkę o zdrowie. Kewin przeszedł liczne zabiegi torakochirurgiczne, w tym rozległe operacje obu płuc oraz resekcję ich fragmentów. Z czasem choroba zaczęła obejmować kolejne obszary organizmu. W 2025 roku pojawił się przerzut do kości łokciowej, co doprowadziło do jednej z najtrudniejszych decyzji – amputacji kończyny górnej prawej. Dla młodego człowieka oznaczało to konieczność całkowitego przeorganizowania codziennego życia i nauki funkcjonowania na nowo, bez dominującej ręki. Obecnie leczenie nadal trwa. Planowane są badania genetyczne guza oraz wdrożenie leczenia celowanego, które może zwiększyć skuteczność terapii. Dodatkowym wyzwaniem są choroby współistniejące, takie jak nadciśnienie i zaburzenia rytmu serca, które wymagają stałej kontroli i wpływają na możliwości leczenia onkologicznego. Codzienność Kewina to dziś proces stopniowego odzyskiwania samodzielności. Wiele czynności wymaga wsparcia bliskich, a każda próba powrotu do niezależności wiąże się z wysiłkiem i cierpliwością. Pomimo tego stara się odnajdywać przestrzeń na zwyczajne chwile – spędza czas z rodziną, gra i buduje, szukając w tych momentach oddechu od choroby. Wsparcie było niezwykle ważne, aby umożliwić dostęp do nowoczesnych metod leczenia, sfinansować badania genetyczne oraz zapewnić środki na protezę, która może znacząco poprawić jego funkcjonowanie i jakość życia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Kewina kwotę 330 097 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć go w dalszej, wymagającej walce o zdrowie i samodzielność.

Historia Julii rozpoczęła się w kwietniu 2025 roku, gdy rutynowe badania krwi wykazały poważne nieprawidłowości. Dalsza diagnostyka przyniosła trudną diagnozę: mielodysplazję szpiku z mutacją genów RUNX1 i MECOM. To choroba, w której organizm przestaje produkować zdrowe komórki krwi, a codzienne infekcje mogą stanowić realne zagrożenie życia. Leczenie rozpoczęto natychmiast. Julia przeszła kolejne cykle intensywnej chemioterapii, jednak ich efekty nie były wystarczające. Stało się jasne, że jedyną szansą na zatrzymanie choroby będzie przeszczep szpiku. Ten kluczowy moment nastąpił 23 grudnia 2025 roku. Był to najważniejszy, ale też najbardziej wymagający etap leczenia. Długie tygodnie przygotowań, niepewności i ogromnego obciążenia organizmu zakończyły się przeszczepem, który dał Julii szansę na zdrowie. 29 stycznia 2026 roku Julia mogła wrócić do domu. To moment, na który czekała cała rodzina. Powrót nie oznacza jednak końca leczenia. W połowie lutego konieczna była ponowna hospitalizacja z powodu infekcji oraz przetoczenie krwi. Obecnie Julia pozostaje pod stałą opieką lekarzy, a jej stan jest regularnie monitorowany podczas wizyt we Wrocławiu i Katowicach. Na dziś najważniejsze jest to, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Julia czuje się dobrze, a wyniki badań są stabilne. Każdy kolejny dzień przynosi ostrożną nadzieję, że organizm przyjmie przeszczep i odzyska siły. Choroba całkowicie zmieniła życie rodziny. Mama przez długi czas była przy Julii w szpitalu, podczas gdy tata opiekował się rodzeństwem w domu. Codzienność została podzielona między dwa światy – walkę o zdrowie i próbę utrzymania rodzinnej równowagi. Julia to radosna, wrażliwa dziewczynka, która kocha śpiew i taniec. Dziś najważniejsze jest, aby mogła wrócić do tej beztroskiej codzienności – do domu, do rodzeństwa i do życia, które na chwilę zostało zatrzymane. Zebrane środki pozwalają na kontynuację leczenia, pokrycie kosztów badań, hospitalizacji i dojazdów oraz zapewnienie Julii bezpieczeństwa w tym kluczowym okresie powrotu do zdrowia. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Julii kwotę 18 259 zł, co pozwoliło realnie wesprzeć ją w dalszej, wymagającej drodze powrotu do zdrowia.

Historia Miłosza rozpoczęła się latem 2024 roku, w czasie, który powinien być wypełniony beztroską i przygotowaniami do szkoły. Zamiast tego pojawiła się diagnoza, która zmieniła wszystko, czyli guz Wilmsa, złośliwy nowotwór nerki. Leczenie rozpoczęło się niemal natychmiast. Konieczna była operacja usunięcia guza wraz z lewą nerką. Dla rodziny był to moment ogromnego napięcia i strachu, a dla Miłosza początek drogi, której ciężaru nie powinno dźwigać żadne dziecko. Po operacji przyszedł czas na chemioterapię. Kolejne cykle były dla jego organizmu ogromnym obciążeniem. Każdy z nich oznaczał osłabienie, długie godziny spędzone w szpitalu i skutki uboczne, które odbierały siły. W pewnym momencie pojawiła się nadzieja. Wynik histopatologii wskazywał na pierwszy stopień zaawansowania choroby. Niestety, kolejne badania przyniosły nowe, niepokojące informacje. Wykryto zmiany w płucach oraz nacieki na przeponie. Leczenie musiało zostać zintensyfikowane. Obecnie Miłosz zakończył radioterapię, a wyniki tomografii przyniosły ostrożnie dobre wiadomości – leczenie działa i na tym etapie nie ma konieczności operacji. To ważny krok, który daje nadzieję, ale nie oznacza końca walki. Przed nim wciąż kolejne cykle chemioterapii. Każdy z nich prowadzi do głębokiego osłabienia organizmu, wymagającego przetoczeń krwi i płytek. Leczenie to nieustanne balansowanie między skutecznością terapii a wytrzymałością organizmu. Dodatkowym wyzwaniem jest mutyzm wybiórczy, z którym zmaga się Miłosz. Utrudnia on komunikację z otoczeniem, szczególnie w tak wymagającym środowisku jak szpital. Mimo to Miłosz każdego dnia pokazuje ogromną siłę i zaufanie do osób, które się nim opiekują. W tej trudnej rzeczywistości wciąż pozostaje dzieckiem. Uwielbia gry planszowe i budowanie z klocków LEGO. To właśnie w tych chwilach odnajduje przestrzeń, w której może być po prostu sobą – chłopcem, który chce się bawić i cieszyć światem. Rodzina Miłosza żyje dziś w rytmie leczenia, badań i oczekiwania na kolejne wyniki. Każdy dzień to walka o stabilność, o bezpieczeństwo i o przyszłość, która jeszcze niedawno wydawała się oczywista. Zebrane środki pozwalają na kontynuację leczenia, pokrycie kosztów hospitalizacji, badań oraz wsparcie Miłosza w tym wymagającym czasie terapii. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Miłosza kwotę 21 600 zł, co pozwoliło realnie wesprzeć go w dalszej, wymagającej drodze leczenia i walki o zdrowie.

Na początku marca Oliwia wyczuła na szyi niewielkie zgrubienie w okolicy węzłów chłonnych. To odkrycie natychmiast wzbudziło niepokój. Kilka dni później, razem z mamą, zgłosiły się do lekarza. Decyzja zapadła od razu i jeszcze tego samego dnia skierowanie do szpitala i rozpoczęcie diagnostyki. Każdy kolejny dzień przynosił nowe pytania, ale odpowiedzi wciąż nie nadchodziły. Nadzieja przeplatała się ze strachem, a czas zaczął płynąć inaczej, jakby wolniej, ciężej. 16 marca wykonano biopsję. Tydzień później, 23 marca, w Przylądku Nadziei padła diagnoza: chłoniak ziarnisty. Cztery dni później rozpoczęła się chemioterapia. To pierwszy z sześciu zaplanowanych cykli leczenia. Terapia jest wymagająca, a organizm Oliwii reaguje osłabieniem i pogorszeniem samopoczucia. Najbliższe tygodnie spędzi w szpitalu, z dala od tego, co dotąd było jej codziennością. Najtrudniejsza jest samotność. Szpital znajduje się ponad 100 kilometrów od domu. To oznacza rozłąkę z rodziną, przyjaciółmi i światem, który jeszcze niedawno był na wyciągnięcie ręki. Mama Oliwii bez wahania zrezygnowała z pracy, by móc być przy córce każdego dnia. Tata przejął odpowiedzialność za utrzymanie domu i próbuje pogodzić pracę z troską o rodzinę. Wsparciem jest także starsze rodzeństwo, obecne w rozmowach, wiadomościach i codziennych gestach, które pomagają przetrwać najtrudniejsze chwile. Jeszcze niedawno to Oliwia była tą, która pomagała innym. Jako wolontariuszka angażowała się w działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Potrafiła słuchać, zauważać i być obok tych, którzy tego potrzebowali. Dziś sama znalazła się w miejscu, w którym to wsparcie jest niezbędne. Po powrocie do domu czekały na nią ukochane psy i zwyczajne chwile, które dziś nabierają zupełnie innego znaczenia. Lubiła rysować i malować i w ten sposób wyrażała emocje i odnajdywała spokój. Dziś jej codzienność wygląda inaczej. To leczenie, szpitalne sale i nieustanna walka o powrót do zdrowia. Zebrane środki pozwalają na pokrycie kosztów leczenia, dojazdów do szpitala oraz wsparcie rodziny w czasie, który wymaga ogromnej siły, zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Oliwii kwotę 41 327 zł, co pozwoliło realnie wesprzeć ją w trakcie leczenia i pomóc jej rodzinie przejść przez ten trudny czas z większym poczuciem bezpieczeństwa.

Pierwsze sygnały pojawiły się podczas zwykłej aktywności fizycznej. Ignacy zaczął tracić pewność ruchu, częściej się potykał, a upadki tłumaczono zmęczeniem lub chwilową niezręcznością. Z czasem pojawił się jednak silny ból w okolicy lewego kolana, a w jego obrębie wyczuwalna była guzowata zmiana. Ból narastał tak bardzo, że chłopiec zaczął poruszać się o kulach. Rozpoczęta diagnostyka nie pozostawiła złudzeń. W październiku 2023 roku Ignacy rozpoczął chemioterapię. Leczenie było intensywne, ale nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Jedyną szansą na zatrzymanie choroby była amputacja. 28 grudnia 2023 roku przeprowadzono podkolanową amputację lewej nogi. To moment, który na zawsze zmienił życie młodego chłopaka. Po operacji przyszło nie tylko fizyczne cierpienie, ale także ogromne obciążenie psychiczne. Trzeba było na nowo zdefiniować codzienność i nauczyć się funkcjonować w zupełnie nowej rzeczywistości. Ignacy zakończył chemioterapię w czerwcu 2024 roku. W lutym 2025 pojawiło się podejrzenie wznowy choroby, które ponownie wprowadziło strach i niepewność. Na szczęście wykonane badania nie potwierdziły obecności komórek nowotworowych. Kolejne wyzwanie pojawiło się w listopadzie 2025 roku, gdy Ignacy doznał złamania kości w kikucie. Choć kość się zrosła, rehabilitacja oraz nauka chodzenia w protezie stały się jeszcze bardziej wymagające. Dziś Ignacy uczy się życia na nowo. Każdy krok w protezie wymaga wysiłku, cierpliwości i systematycznej pracy. Proteza, z której korzysta, jest dopiero początkiem tej drogi i w przyszłości będzie wymagała wymiany oraz dopasowania. W trakcie leczenia największym wsparciem była rodzina. Rodzice, mimo że nie są już razem, wspólnie czuwali przy synu podczas hospitalizacji. Obecnie to mama towarzyszy mu w leczeniu i codziennych obowiązkach, organizując rehabilitację oraz opiekę. Choroba wpłynęła również na życie jego siostry, dla której diagnoza brata była ogromnym wstrząsem. Rodzeństwo pozostaje jednak bardzo blisko, dając sobie wzajemne wsparcie. Codzienność tej rodziny to dziś rehabilitacja, wizyty kontrolne i wysokie koszty związane z leczeniem, protezą oraz utrzymaniem. Mama Ignacego zrezygnowała z pracy, aby móc się nim opiekować, co dodatkowo obciąża sytuację finansową. Mimo wszystko Ignacy pozostaje młodym chłopakiem z marzeniami. Interesuje się historią, geografią i kosmosem. Lubi budować modele statków i spędzać czas przy grach komputerowych. Te pasje pomagają mu zachować poczucie normalności i patrzeć w przyszłość z nadzieją. Zebrane środki pozwalają na kontynuację rehabilitacji, dopasowanie protezy oraz wsparcie w codziennym funkcjonowaniu, które dla Ignacego wciąż jest ogromnym wyzwaniem. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Ignacego kwotę 72 646 zł, co pozwoliło realnie wesprzeć go w procesie rehabilitacji i powrocie do samodzielności po tak trudnym doświadczeniu.

Historia Lenki zaczęła się bardzo wcześnie. Już jako niemowlę jej organizm wysyłał niepokojące sygnały – bóle brzucha, napięcia i trudności z przyjmowaniem pokarmu. Mimo licznych konsultacji długo nie udawało się znaleźć przyczyny. Przełom nastąpił, gdy wykonano badanie USG. Rozpoczęta diagnostyka doprowadziła do dramatycznej diagnozy, czyli neuroblastomy przestrzeni zaotrzewnowej, złośliwego nowotworu układu nerwowego. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Lena przeszła operację oraz kolejne cykle chemioterapii. Terapia była niezwykle obciążająca dla jej małego organizmu. W trakcie leczenia dochodziło do głębokich spadków parametrów krwi, konieczne były transfuzje, a każda kolejna procedura wiązała się z ogromnym ryzykiem. Pojawiły się także dodatkowe trudności – podczas jednego ze znieczuleń doszło do wstrząsu, który ujawnił reakcję alergiczną na leki. Od tego momentu każda kolejna interwencja medyczna obarczona była jeszcze większym stresem. Po zakończeniu kilku cykli chemioterapii pojawiła się nadzieja na operację usunięcia pozostałości guza. Niestety, kolejne badania przyniosły bardzo trudne informacje. W lutym 2026 roku doszło do wznowy choroby. Lenka ponownie trafiła do szpitala i rozpoczęła intensywniejsze leczenie. Mimo kolejnych cykli chemioterapii guz nie tylko nie zmniejszył się, ale zaczął rosnąć. Lekarze podejrzewają zmianę jego struktury i brak reakcji na dotychczasową terapię. Obecnie trwają kolejne badania, w tym specjalistyczne badanie PET, które ma pomóc określić dalszą drogę leczenia. Rozważane są nowe metody: radioterapia, immunoterapia oraz dodatkowe procedury diagnostyczne. Lenka walczy każdego dnia, choć widać, jak bardzo leczenie ją osłabia. Zbliża się rok od momentu diagnozy – rok pełen bólu, hospitalizacji i niepewności. Jej historia jest wyjątkowa również dlatego, że trafiła do rodziny zastępczej, która od pierwszych dni otoczyła ją miłością i opieką. To oni towarzyszą jej w leczeniu, czuwają przy niej w szpitalu i robią wszystko, aby czuła się bezpieczna. Codzienność tej rodziny to nieustanne dojazdy do oddalonego o ponad 100 kilometrów szpitala, rozłąka z pozostałymi dziećmi oraz ogromne wyzwania organizacyjne i finansowe. Mimo to pozostają przy Lence, dając jej wszystko, co najważniejsze obecność i poczucie, że nie jest sama. Zebrane środki pozwalają na kontynuację leczenia, diagnostyki, dojazdów oraz zapewnienie Lence bezpieczeństwa w tym najtrudniejszym etapie walki o zdrowie. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Lenki kwotę 41 745 zł, co pozwoliło realnie wesprzeć ją w dalszym leczeniu i pomóc jej rodzinie przejść przez ten niezwykle trudny czas.

Historia Piotra zaczęła się bardzo niepozornie. Pojawiające się sporadycznie bóle głowy nie budziły większego niepokoju. Tłumaczono je zmęczeniem, stresem lub intensywną aktywnością fizyczną. Z czasem jednak objawy zaczęły się nasilać. W kwietniu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Piotr trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Chorzowie, a wykonana tomografia ujawniła poważne zagrożenie. Natychmiast został przetransportowany do specjalistycznego ośrodka w Katowicach. Dwa dni później przeszedł operację usunięcia guza mózgu, która uratowała mu życie. Zabieg przebiegł bez powikłań neurologicznych, co dało rodzinie ogromną nadzieję. Kilka dni później przyszła diagnoza – medulloblastoma SHH, złośliwy nowotwór mózgu IV stopnia. To był moment, który całkowicie zmienił życie Piotra i jego najbliższych. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. W maju Piotr rozpoczął chemioterapię, a kolejne miesiące spędził w Krakowie, gdzie przeszedł intensywną protonoterapię obejmującą trzydzieści naświetlań ośrodkowego układu nerwowego. Od września kontynuuje chemioterapię. Cały proces leczenia rozpisany jest na wiele miesięcy i potrwa do 2026 roku. Każdy cykl to ogromne obciążenie dla organizmu, wymagające stałej kontroli i wsparcia. Leczenie pozostawiło po sobie skutki uboczne – problemy ze słuchem oraz obniżone napięcie mięśniowe. Piotr wymaga rehabilitacji, specjalistycznej diety i ciągłej opieki medycznej. Jednocześnie pojawiają się bardzo ważne, pozytywne informacje. Najnowsze badania kontrolne nie wykazują wznowy choroby. Obraz rezonansu jest zgodny ze zmianami po leczeniu, a brak przerzutów daje rodzinie ogromną ulgę i nadzieję. Mimo trudów terapii Piotr nie traci ciekawości świata. Dobrze się uczy, rozwija nowe pasje i rozpoczął naukę języka hiszpańskiego. Wciąż pozostaje nastolatkiem, który chce żyć normalnie, mimo że jego codzienność wygląda zupełnie inaczej. Choroba dotknęła całą rodzinę. Mama zrezygnowała z pracy, by być przy synu. Wszyscy korzystają ze wsparcia psychologicznego. Najbliższą osobą dla Piotra jest jego siostra, z którą łączy go wyjątkowa więź. Codzienność tej rodziny to leczenie, rehabilitacja, wizyty w szpitalu i nieustanna czujność. Koszty terapii, specjalistycznej opieki i wsparcia rosną z każdym miesiącem. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu udało się jednak realnie pomóc. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Piotra kwotę 6 711 zł, co pozwoliło wesprzeć jego leczenie oraz pomóc rodzinie przejść przez ten niezwykle wymagający czas.

Historia Pauli rozpoczęła się od pozornie niegroźnego zdarzenia. Upadek w domu nie wzbudził większego niepokoju, a ból szybko ustąpił. Dopiero kilka godzin później pojawił się objaw, który zmienił wszystko: krwawienie, które skłoniło mamę do natychmiastowej wizyty w szpitalu. Badanie USG wykonane na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym ujawniło obecność guza. Kolejne badania potwierdziły diagnozę, czyli guz Wilmsa, czyli nowotwór nerki. W ciągu kilkudziesięciu godzin życie dziewczynki i jej mamy zostało całkowicie podporządkowane leczeniu. Paula trafiła do specjalistycznego ośrodka onkologicznego, gdzie niemal natychmiast rozpoczęto terapię. Wdrożono chemioterapię, która mimo trudnych skutków ubocznych, takich jak osłabienie, bóle głowy czy rozdrażnienie, przyniosła pierwsze pozytywne efekty. Już po początkowych cyklach zauważono zmniejszenie guza, co daje nadzieję na dalsze powodzenie leczenia. Plan terapii zakłada kolejne cykle chemioterapii, po których lekarze podejmą decyzję o ewentualnym leczeniu operacyjnym. To etap pełen niepewności, w którym każdy wynik badań ma kluczowe znaczenie. Codzienność Pauli i jej mamy została całkowicie zmieniona. Leczenie odbywa się w specjalistycznym ośrodku, a mama dziewczynki poświęciła się w pełni opiece nad córką. Każdy dzień to koncentracja na zdrowiu dziecka, reagowanie na skutki leczenia i próba odnalezienia równowagi w nowej rzeczywistości. Mimo choroby Paula wciąż pozostaje dzieckiem i znajduje radość w rysowaniu, zabawie i śpiewie. Te momenty są dla niej ważnym źródłem siły w trakcie leczenia. Wsparcie było niezwykle istotne, aby zapewnić jej dostęp do leczenia, rehabilitacji oraz opieki specjalistycznej w trakcie całego procesu terapii. Dzięki wspólnej akcji udało się uzupełnić zbiórkę Pauli o brakującą kwotę 18 820 zł, co pozwoliło zabezpieczyć środki na dalsze leczenie i spokojniejsze przejście przez kolejne etapy walki o zdrowie.

Choroba Pauliny zaczęła się od niepozornego bólu w okolicy biodra, który początkowo nie budził większego niepokoju. Z czasem dolegliwości zaczęły się nasilać i pojawił się promieniujący ból nogi, trudności w poruszaniu się oraz objawy neurologiczne. Dopiero szczegółowa diagnostyka, w tym rezonans magnetyczny, ujawniła przyczynę: rozległy guz obejmujący kość miednicy i okoliczne tkanki. Biopsja potwierdziła diagnozę: osteosarcoma, złośliwy nowotwór kości. Leczenie rozpoczęto natychmiast, jednak pierwsza linia chemioterapii nie przyniosła oczekiwanych efektów – guz powiększał się, a ból nie ustępował. Konieczna była szybka zmiana schematu leczenia. Nowa terapia przyniosła poprawę – ból ustąpił, a badania zaczęły wskazywać na odpowiedź organizmu na leczenie. Paulina kontynuowała kolejne cykle chemioterapii, przygotowując się do jednego z najważniejszych etapów, czyli rozległej operacji usunięcia zmienionych chorobowo tkanek oraz wszczepienia implantów. Leczenie jest dla jej organizmu ogromnym obciążeniem. Dziewczynka zmaga się z osłabieniem, brakiem apetytu, nudnościami oraz częstymi spadkami parametrów krwi, które wymagają transfuzji i ścisłej kontroli medycznej. Każdy dzień to niepewność i konieczność dostosowania dalszej terapii do aktualnego stanu zdrowia. Choroba całkowicie zmieniła jej codzienność. Paulina musiała przerwać naukę stacjonarną, zrezygnować z tańca i ograniczyć kontakt z rówieśnikami. Jej życie toczy się między domem a szpitalem, a największym wyzwaniem pozostaje powrót do sprawności po planowanej operacji. Rodzina funkcjonuje w ciągłym podziale obowiązków – mama towarzyszy Paulinie podczas leczenia, a tata zajmuje się domem i starszym synem. Cała codzienność podporządkowana jest jednemu celowi – zdrowiu Pauliny. Wsparcie było niezbędne, aby umożliwić pokrycie kosztów leczenia, nierefundowanych terapii oraz przyszłej, intensywnej rehabilitacji, która będzie kluczowa dla jej powrotu do sprawności. W ramach wspólnej akcji przekazano na rzecz Pauliny kwotę 246 992 zł, co pozwoliło zamknąć jej zbiórkę i zapewnić środki na kolejne etapy leczenia oraz powrót do zdrowia.