Wszystko zaczęło się od bólu brzucha. Kornel skarżył się na dolegliwości, które nie ustępowały, a z każdą godziną niepokój rodziców narastał. Czuli, że dzieje się coś złego, choć jeszcze nie wiedzieli, jak bardzo ich życie za chwilę się zmieni. Rodzina trafiła do szpitala w Legnicy, gdzie początkowo lekarze podejrzewali wyrostek robaczkowy lub przepuklinę. Badania wykluczyły jednak oba scenariusze, a zamiast odpowiedzi pojawiły się kolejne pytania, a tomografia komputerowa wykazała masę w jamie brzusznej niewiadomego pochodzenia. Czekanie na kolejne wyniki było niezwykle trudne. Dni mijały w niepewności, a stan Kornela zaczął się pogarszać: pojawiły się duszności, obfite poty i wzdęcia brzucha. Rodzice patrzyli na syna z bezradnością, której nie da się opisać słowami. Wkrótce chłopiec został przewieziony do Przylądka Nadziei we Wrocławiu, gdzie wykonano szereg specjalistycznych badań. USG pokazało, że płyn w jamie opłucnej gromadzi się w bardzo szybkim tempie i konieczne było natychmiastowe wykonanie drenażu prawego płuca. To były jedne z najtrudniejszych chwil, gdy każda godzina ciągnęła się w nieskończoność. Niedługo później padła diagnoza: chłoniak Burkitta typu B. Lekarze szybko wdrożyli leczenie, a Kornel wykazał się niezwykłą siłą i odwagą. Jego organizm dobrze zareagował na chemioterapię, co dało rodzinie pierwszą iskierkę nadziei po wielu dniach strachu i niepewności. Dziś Kornel nadal przebywa w szpitalu. Leczenie trwa, a przed rodziną wciąż długa droga, gdyż każdy dzień przynosi nowe wyzwania, ale też nadzieję, że chłopiec wróci do zdrowia i znów będzie mógł cieszyć się dzieciństwem bez bólu, szpitalnych sal i kolejnych badań. A jest do czego wracać, bo jeszcze niedawno dni Kornela wypełniały pasje, które kochał całym sercem. Grał na perkusji, trenował taekwondo i rozwijał się w piłce ręcznej – był pełnym energii chłopcem, który nie potrafił usiedzieć w miejscu. Dziś, zamiast treningów, gry i spotkań z rówieśnikami, jego codzienność wypełniają szpitalne sale, badania i leczenie. To trudna rzeczywistość dla dziecka, które chciałoby po prostu wrócić do tego, co kocha najbardziej. Mama Kornela nie jest dziś w stanie wrócić do pracy, bo każdy dzień spędza przy synu, a tata pracuje, by zapewnić rodzinie to, co potrzebne, mimo to koszty związane z leczeniem stale rosną. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 2 392 zł, czyli kwotę, która domyka zbiórkę i realnie odciąża rodzinę na dalszym etapie leczenia. To wsparcie, które pozwala bliskim skupić się na tym, co najważniejsze – na czuwaniu przy Kornelu i na nadziei, że chłopiec wróci do zdrowia, do perkusji, taekwondo i piłki ręcznej, które dają mu tyle radości.