W kwietniu pojawiły się pierwsze niepokojące objawy. Na ciele Wojtka zaczęły powstawać siniaki, chłopiec przestał chodzić i mówił, że bolą go nóżki. Morfologia krwi przyniosła bardzo niepokojące wyniki dotyczące płytek, dlatego lekarz wystawił pilne skierowanie do szpitala w Opolu. To tam po raz pierwszy padło słowo, którego nikt nie chce usłyszeć: białaczka. Wojtek szybko trafił do Przylądka Nadziei we Wrocławiu, gdzie przeszedł szereg badań – USG, RTG, punkcję lędźwiową, rentgen klatki piersiowej i badania szpiku. Diagnoza była jednoznaczna: ostra białaczka limfoblastyczna. Pod koniec kwietnia chłopiec rozpoczął chemioterapię, a od tamtej pory mama jest z nim w szpitalu bez przerwy. Dziś Wojtek pozostaje pod stałą opieką zespołu medycznego, a jego codzienność wyznaczają chemioterapia, pobrania szpiku i biopsje. Każdy dzień to walka o zdrowie i o siły, którą chłopiec znosi z ogromną dzielnością. Diagnoza była dla całej rodziny ogromnym zaskoczeniem. Tata Wojtka na co dzień pracuje za granicą i nie zawsze może być blisko, ale kiedy tylko przyjeżdża, robi wszystko, by choć trochę odciążyć bliskich. W tym wszystkim jest też 8-letnia Michalina, siostra Wojtka, która bardzo tęskni za bratem i za mamą. Ogromnym oparciem są również dziadkowie – zawsze obecni wtedy, kiedy są najbardziej potrzebni: cicho, konsekwentnie i bezwarunkowo pomagając dźwigać codzienność. Zanim pojawiła się choroba, Wojtuś był pełnym energii chłopcem. Najbardziej lubił jazdę na rowerze, która dawała mu mnóstwo radości, a także wszelkie pojazdy, które obserwował z dziecięcym zachwytem i ciekawością. To właśnie te małe rzeczy najpełniej pokazują, kim jest – ciekawym świata, radosnym dzieckiem, do którego beztroski rodzina z całych sił pragnie wrócić. Dziś ta rzeczywistość wygląda inaczej, a koszty leczenia są bardzo duże i stale rosną. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 29 950 zł – kwotę, która realnie odciąża rodzinę i pozwala mamie spokojniej trwać przy synu na każdym etapie terapii. To wsparcie, które przybliża Wojtka do tego, co dla niego najważniejsze – do powrotu do zdrowia, do siostry Michaliny i do beztroskich chwil na rowerze, które choroba na ten czas mu odebrała.