Ola to dziewczynka, która od października 2025 roku, po pozornie zwykłej infekcji, walczy z ostrą białaczką limfoblastyczną. Przez dziesięć miesięcy w szpitalu przeszła wiele wymagających cykli leczenia i dwukrotnie przestała chodzić. Dziś jest bliska zakończenia szpitalnego etapu terapii, a jej największym wsparciem jest starszy brat Jaś.
Infekcja górnych dróg oddechowych, która pojawiła się w październiku 2025 roku, ze względu na porę roku nie wzbudziła w rodzicach od razu poczucia zagrożenia. Z czasem jednak do typowych objawów doszła gorączka, która stale wracała oraz zmęczenie, które nie mijało mimo odpoczynku. Pierwszy antybiotyk nie przyniósł poprawy. Lekarz rodzinny wypisał kolejny, ale jednocześnie zlecił wykonanie morfologii i to właśnie ta decyzja okazała się kluczowa. Następnego dnia, ze względu na bardzo niepokojące wyniki krwi, rodzina była już w Lublinie. Zlecono biopsję, po której przyszła diagnoza odbierająca oddech, ostra białaczka limfoblastyczna. Tylko dzięki czujności lekarza rodzinnego droga od pierwszych objawów do rozpoznania była krótka, choć nie zmieniło to ciężaru samej diagnozy. Na początku Ola była leczona również z powodu zapalenia płuc. W listopadzie 2025 roku w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie założono jej cewnik Broviac i rozpoczęto chemioterapię. Po pierwszych czterech cyklach winkrystyny Ola przestała chodzić, co dla mamy było jednym z najtrudniejszych doświadczeń tej drogi. Kolejnym etapem była konsolidacja, cztery czterodniowe cykle cytozarów, po których rodzina liczyła na upragnioną, dwutygodniową przepustkę do domu. Nie udało się, bo rozległe zapalenie jamy ustnej zatrzymało je w szpitalu na kolejne trzy tygodnie. Ból uniemożliwiał Oli jedzenie, była dożywiana pozajelitowo i dostawała silne leki przeciwbólowe, po których przesypiała całe dni. Sytuację udało się opanować i Ola rozpoczęła kolejny protokół leczenia, obejmujący cykle metotreksatu, powodujące silne wymioty i konieczność stałego nadzoru. Potem przyszedł kolejny etap, po którym doszło do silnych zaburzeń metabolicznych, pojawił się zespół porażenny jelit, a Ola znowu przestała chodzić i stała się dzieckiem leżącym. Przez dziesięć miesięcy w szpitalu była wielokrotnie poddawana znieczuleniom do biopsji i nakłuć lędźwiowych. Aktualnie zakończyła cykle winkrystyny, sterydoterapię i jeden cykl cytozarów, a rodzina czeka, aż morfologia będzie na tyle dobra, by można było podać ostatni cykl i szczęśliwie zakończyć szpitalny etap leczenia. Są już bardzo blisko tego ważnego momentu. Obecnie mama jest z Olą w szpitalu, a tata został w domu z jej starszym o dwa lata bratem Jasiem. Od początku choroby mama jest na zwolnieniach i opiece, żeby móc być przy córce. Trudno patrzeć na tęsknotę rodzeństwa, a kiedy Ola wraca na przepustkę, widok dzieci razem daje rodzinie ogromnie dużo siły. Jaś nie odstępuje siostry na krok, śpią razem, bawią się, jedzą wspólne posiłki i oglądają filmy. Widać w tych chwilach, jak bardzo dzieci potrzebują siebie nawzajem i jak wiele zwykłej bliskości zabrała im choroba. Przed Olą dalsze leczenie, odbudowywanie sił po wielu miesiącach terapii oraz droga do powrotu do codzienności, którą choroba tak brutalnie przerwała. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 49 480 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera Olę w tym ostatnim, kluczowym etapie leczenia. To wsparcie, dzięki któremu rodzina może z większym spokojem czekać na dzień, w którym Ola i Jaś wrócą do zwykłej, wspólnej codzienności.