Objawy, które uruchomiły lawinę kolejnych zdarzeń, wyglądały jak jedna z wielu dziecięcych infekcji. Z podejrzeniem utajonego zapalenia płuc Antek został przewieziony do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Była połowa listopada 2025 roku. Rozszerzona diagnostyka bardzo szybko odsłoniła jednak znacznie brutalniejszą rzeczywistość, gdy dwunastoletni chłopiec trafił na oddział z niemal 160 tysiącami białych krwinek oraz dużą ilością płynu w jamie opłucnej, który poważnie utrudniał oddychanie. Ze względu na bezpośrednie zagrożenie życia już w pierwszych godzinach wdrożono sterydoterapię oraz chemioterapię. Wszystko toczyło się w tak zawrotnym tempie, że samo rozpoznanie ostrej białaczki limfoblastycznej typu T padło niemal pomiędzy kolejnymi decyzjami i procedurami, które nie mogły czekać. Jak mówią rodzice, moment diagnozy był chwilą, w której myślenie o przyszłości przestało mieć sens, a najbliższe godziny stały się jedyną perspektywą. 21 listopada wykonano drenaż opłucnej i z klatki piersiowej Antka odprowadzono półtora litra płynu, który dosłownie odbierał mu oddech. Była to procedura ratująca życie. Na początku grudnia założono cewnik naczyniowy, niezbędny do stałego podawania leków i płynów, a ciało dwunastoletniego chłopca stało się przestrzenią kolejnych interwencji, które przyjmował z uderzającym spokojem, jakby intuicyjnie rozumiał, że nie istnieje inna droga. Pierwszy etap leczenia obejmował sterydoterapię oraz chemioterapię, których celem było doprowadzenie do remisji i to wtedy Antek stracił włosy i znaczną część sił. Drugi protokół oznacza intensywną, wysoce obciążającą chemioterapię, przy której do skutków ubocznych dołączyły refluks, nadżerki podniebienia, owrzodzenia, silne bóle brzucha oraz całkowity brak apetytu. Droga Antka wciąż przynosi kolejne wyzwania. Podczas leczenia sterydami doszło do zapalenia jelita oraz zakażenia bakterią E. coli, a dodatkowo chłopiec zachorował na zespół PRES. Strach i ogromne obciążenie psychiczne związane z chorobą wywoływały silne ataki lęku, które podnosiły ciśnienie i prowadziły do napadów, wymagając wdrożenia dodatkowego leczenia. Te doświadczenia pozostawiły ślad w jego psychice, dlatego po zakończeniu terapii Antoś będzie potrzebował wsparcia psychologicznego i psychiatrycznego. Ze względu na umiejscowienie masy nowotworowej w opłucnej lekarze podjęli również decyzję o radioterapii, a to kolejny trudny etap tej nierównej walki, którą chłopiec każdego dnia toczy z ogromną odwagą. Od ponad dwóch miesięcy codziennością Antka pozostaje oddział szpitalny, a do domu udało się wrócić jedynie kilka razy, wyłącznie wtedy, gdy pozwalały na to wyniki. Opieka nad nim została podzielona pomiędzy rodziców, a życie całej rodziny podporządkowane leczeniu i nieustannemu czuwaniu. W domu została starsza siostra Antka, uczennica klasy maturalnej, która rozumie, że teraz wszystko skupia się wokół zdrowia brata, choć jej własny lęk pozostaje cichy i niewypowiedziany. Antek, jeszcze niedawno pełen energii i pasji, dziś godzi się na kolejne procedury, byle tylko mieć szansę wyzdrowieć. Kochał ruch, rower, który potrafił sam naprawiać, treningi wioślarskie i jazdę na hulajnodze, a marzył o motocyklu. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 43 012 zł, a zatem kwotę, która realnie wspiera rodzinę na tej długiej i wymagającej drodze oraz odciąża ją w codziennym czuwaniu przy synu. To wsparcie, dzięki któremu Antek może bezpieczniej przejść przez kolejne etapy leczenia i odzyskać dzieciństwo, które choroba próbowała mu odebrać, a jego największe marzenie, powrót do zdrowia, stanie się punktem wyjścia do wszystkiego, co jeszcze może nadejść.