Kiedy Borys po raz pierwszy powiedział, że bolą go plecy, nikt z rodziny nie przypuszczał, że ten ból tak bardzo zmieni jej codzienność. Bliscy chcieli wierzyć, że wystarczy trochę odpoczynku i wszystko wróci do normy. Wszystko zaczęło się podczas pobytu u dziadków na wakacjach w Polsce, gdy Borysa zaczęły boleć plecy. Babcia bardzo się zaniepokoiła, dlatego umówiła wnuczka na wizytę u pediatry. Podstawowe wyniki były jednak w porządku, a lekarz uspokajał, że to najprawdopodobniej bóle wzrostowe. Rodzina chciała w to wierzyć, mając nadzieję, że ból wkrótce minie. Niestety nie mijał, dlatego mama przyjechała z Niemiec, gdzie na co dzień mieszka z Borysem, do Polski, żeby zabrać syna do szpitala i dokładniej sprawdzić, co się dzieje. Rezonans pokazał 9-centymetrowy guz znajdujący się między kręgosłupem a woreczkiem rdzeniowym. Borys został pilnie przetransportowany do Przylądka Nadziei we Wrocławiu. Tam wykonano szereg kolejnych badań, a już dwa dni później otrzymał pierwszą chemioterapię. Przyszła również diagnoza, czyli chłoniak złośliwy. Mama pamięta ten moment bardzo dokładnie. Kiedy usłyszała diagnozę, jej nogi zrobiły się jak z waty, a ona poczuła ogromny lęk i bezradność. Trudno było jej zebrać myśli i zrozumieć, że dotyczy to jej dziecka. W jednej chwili wszystko, co do tej pory wydawało się ważne, zeszło na dalszy plan. Obecnie mama przebywa z synem w szpitalu, a dziadkowie są dla nich ogromnym wsparciem. Mama dużo rozmawia z Borysem, jest przy nim i stara się dodawać mu spokoju, sama również próbując zachować spokój, choć nie zawsze jest to łatwe. Nie chce, żeby jej lęk dodatkowo martwił syna. To zupełnie nowa sytuacja dla całej rodziny, w której każdego dnia uczą się odnajdywać. Choroba syna uniemożliwiła powrót do domu, do Niemiec, dlatego mama i Borys musieli zostać w Polsce. W Niemczech jest tata Borysa razem z 4-letnim synkiem Mieszkiem, który jest jeszcze za mały, żeby w pełni zrozumieć, co się dzieje. Rodzina często do siebie dzwoni, rozmawia i stara się być blisko mimo dzielącej ją odległości. Przed chorobą Borys uwielbiał grać w piłkę nożną. Był bramkarzem i piłka była ważną częścią jego codzienności. Teraz, w lepszych momentach, układa klocki LEGO i gra w Minecraft, a te małe chwile, kiedy może choć na moment skupić się na czymś, co lubi, są dla niego bardzo ważne. Dziś rodzinie najbardziej zależy na jego zdrowiu i na tym, żeby mógł spokojnie przejść przez leczenie, jednak koszty leków, rehabilitacji i dojazdów są bardzo duże. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 20 660 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie odciąża rodzinę mierzącą się z leczeniem z dala od domu. To wsparcie, dzięki któremu mama może skupić się na tym, co w tej chwili najważniejsze, czyli na byciu przy Borysie, a chłopiec zyskuje szansę na spokojne przejście przez leczenie i powrót do zdrowia oraz do ukochanej piłki, do której tak tęskni.