Na przełomie października i listopada zeszłego roku życie rodziny Hani zaczęło się powoli zmieniać. To wtedy rodzice zauważyli, że z ich córeczką dzieje się coś niepokojącego. Hania zaczęła mieć problemy z równowagą, potykała się o własne nogi, trudniej było jej koordynować ruchy. Oprócz tego zaczęła przekręcać głowę i patrzeć jednym okiem. Na początku bliscy myśleli, że problem może być związany ze wzrokiem, dlatego udali się do okulisty, jednak wizyta nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a z czasem pojawił się kolejny objaw, czyli ból głowy. Jakiś czas później rodzina odbyła wizytę u neurologa i to właśnie wtedy dostała skierowanie do szpitala. Wykonano tam rezonans magnetyczny głowy, a rodzice po raz pierwszy usłyszeli słowo, którego żaden rodzic nigdy nie chce usłyszeć. Guz. Tego samego dnia Hania została przetransportowana ze szpitala w Elblągu pogotowiem lotniczym do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie przeszła biopsję. Wynik był dla rodziny ogromnym ciosem, wskazał złośliwego glejaka pnia mózgu stopnia 4. Mama pamięta ten moment do dziś, ogarnął ją ogromny strach o dziecko, o jej zdrowie i o każdy kolejny dzień. Nagle wszystko inne przestało mieć znaczenie, liczyła się tylko Hania i jej walka. Hania przeszła sześciotygodniową radioterapię, a cały czas leczenia spędziła w szpitalu. Razem z tatą rodzice robili wszystko, aby zawsze ktoś przy niej był, wymieniając się dyżurami. Kiedy mama była w szpitalu z Hanią, tata wracał do domu, a później zamieniali się miejscami. W domu są jeszcze dwie córki, więc każdy dzień był ogromnym wyzwaniem, a rodzice byli rozdarci między szpitalem, domem i troską o całą rodzinę. Po biopsji u Hani doszło do uszkodzenia nerwu, które spowodowało lewostronne porażenie, a dodatkowo dziewczynka zmaga się z powikłaniami dotyczącymi lewego oka i na stałe przyjmuje lek sirolimus z programu DIPGEN. Od końcówki maja Hania jest już w domu i to dla rodziny niezwykle ważny czas. W lepszych chwilach córeczka znów może robić to, co kocha, czyli rysować i bawić się ze swoimi siostrami, a czasami mama zabiera ją również na spacer z rodzinnym pieskiem. Te małe, zwyczajne chwile są teraz dla wszystkich najcenniejsze. Przed Hanią wciąż jednak długa droga. Dziewczynka potrzebuje dalszego leczenia, specjalistycznej rehabilitacji oraz wsparcia, które pomoże jej każdego dnia walczyć o sprawność i komfort życia, a ogromnym wyzwaniem są dojazdy i związane z nimi koszty. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 29 400 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę w dalszym leczeniu, rehabilitacji i codziennych dojazdach. To wsparcie, dzięki któremu bliscy mogą z większym spokojem walczyć o lepsze jutro Hani, o kolejne uśmiechy, kolejne rysunki i kolejne spacery, czyli o chwile, które dla nich znaczą wszystko.