Ignaś miał zaledwie cztery dni, kiedy kontrolne USG jamy brzusznej wykryło zmianę, która okazała się neuroblastomą wysokiego ryzyka. Dziś maleńki synek jest w trakcie bardzo intensywnego leczenia, obejmującego kolejne cykle chemioterapii, a jego rodzina każdego dnia trzyma się nadziei, że uda się doprowadzić tę drogę do końca.
Radości z narodzin Ignasia nie da się opisać. Pojawił się w życiu rodziny, a rodzice chłonęli go z czułością, której wciąż było za mało, jego zapach, mimikę, drobne grymasy i sposób, w jaki układał się w ich ramionach, reagując na ich głosy i obecność starszych braci. To miał być czas spokojnego oswajania się z nowym życiem, czas bliskości i pierwszych dni, które zapamiętuje się na zawsze. Wszystko zachwiało się już w czwartej dobie jego życia, gdy podczas USG jamy brzusznej wykryto zmianę, która stała się początkiem diagnozy niszczącej spokój rodziny, czyli neuroblastoma II stadium z amplifikacją genu MYCN. Są słowa, które w jednej chwili odbierają oddech. Patrzy się na dziecko, które dopiero zaczyna życie i próbuje zrozumieć, jak to możliwe, że już na jego początku pojawia się choroba tak ciężka i wymagająca. 11 maja 2026 roku Ignaś przeszedł laparotomię z biopsją. Lekarze nie mogli radykalnie usunąć guza, bo jego lokalizacja niosła zbyt duże ryzyko uszkodzenia naczyń krwionośnych. Ta informacja była dla rodziców kolejnym ciosem. Trzymali się nadziei, że operacja okaże się przełomem i pozwoli zrobić decydujący krok, tymczasem usłyszeli, że guz znajduje się w miejscu, w którym każdy ruch wymaga najwyższej ostrożności, a ryzyko jest zbyt duże, by narażać bezpieczeństwo synka. To był moment, w którym po raz kolejny zrozumieli, jak długa i trudna droga jest przed nim. Ignaś jest leczony zgodnie z protokołem dla neuroblastomy wysokiego ryzyka. Plan obejmuje osiem cykli chemioterapii, podawanej co dziesięć dni, następnie operację, megachemioterapię z autoprzeszczepem komórek macierzystych, radioterapię oraz immunoterapię. Każdy z tych etapów jest potrzebny, ale jednocześnie każdy budzi w rodzicach lęk o to, ile zdoła znieść mały organizm ich synka. Już teraz leczeniu towarzyszą powikłania, w tym małopłytkowość, gorączka neutropeniczna oraz niski poziom hemoglobiny, który wymagał przetoczenia krwi. Rodzice wiedzą, że przed Ignasiem najpierw ogromnie trudna droga leczenia w Polsce i to właśnie ten pierwszy etap muszą doprowadzić do końca. Po zakończeniu leczenia w Polsce chcieliby zawalczyć o kolejny etap, równie trudny fizycznie, organizacyjnie i finansowo, czyli kwalifikację do szczepionki przeciw wznowie nowotworu w USA. Myśl o wznowie jest jednym z największych strachów rodzica dziecka chorego onkologicznie, dlatego pragną zrobić wszystko, aby Ignaś dostał szansę nie tylko na zakończenie terapii, ale również możliwie największą ochronę przed powrotem choroby. Nie umieją dziś myśleć wyłącznie o tym, żeby przetrwać kolejny etap, muszą myśleć dalej. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 49 440 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę na tym pierwszym, kluczowym etapie leczenia w Polsce. To wsparcie, dzięki któremu rodzice mogą z większym spokojem prowadzić maleńkiego Ignasia przez kolejne cykle terapii i wierzyć w przyszłość, w której choroba nie wróci.