Diss na Raka
Historie
Historie

Igor Bublikov

Igor to chłopiec, którego trudno zatrzymać, zawsze w ruchu, wiosną nie schodził z boiska. Jego walka z ostrą białaczką szpikową zaczęła się w Ukrainie, a szansą na ratunek okazał się wyjazd do Polski, gdzie w styczniu 2025 roku otrzymał przeszczep szpiku od taty. Dziś jest w trakcie leczenia podtrzymującego i małymi krokami wraca w stronę normalności.
Igor to chłopiec, którego trudno zatrzymać, ciągle w ruchu. Wiosną 2024 roku nie schodził z boiska. Dni stawały się coraz cieplejsze, a on, jak to ośmiolatek, całym sobą cieszył się światem. Po powrocie do domu, po kolejnym aktywnym dniu, pojawiła się gorączka. Z pozoru nic niepokojącego, pewnie się zgrzał, może przewiało, może za długo biegał bez bluzy. Takie rzeczy się zdarzają. Gorączka jednak nie odpuszczała, a kolejnym objawem było spuchnięte oko. Trzy dni trwały próby jej zbicia, a z każdą godziną w domu rosło napięcie i ten nieuchwytny niepokój, który mówi, że coś jest nie tak. Rodzice, dla świętego spokoju, pojechali do lekarza. Wyniki przyszły bardzo szybko, a wraz z nimi diagnoza, czyli ostra białaczka szpikowa. To jedno zdanie rozbiło ich serca. Leczenie zaczęło się natychmiast. Włączono chemioterapię – cztery cykle, każdy cięższy od poprzedniego. Dni zlewały się w jedno: badania, wlewy, czekanie, a pomiędzy kolejnymi dawkami nadzieja, że może to już ostatnia, może tym razem się uda. Nie udało się, a rodzina stanęła w obliczu życiowej decyzji. Igor mieszkał w Ukrainie, w kraju, gdzie wojna stała się codziennością, a przeszczep w takich warunkach oznaczał zbyt duże ryzyko. Rodzina spakowała się więc w pośpiechu, gdyż wyjazd do Polski był szansą, by ratować życie syna. Wyjechali bez planu i bez gwarancji, ale z nadzieją. We wrześniu byli już w Polsce. Najpierw radioterapia, potem przygotowanie do przeszczepu, aż w styczniu 2025 roku Igor otrzymał najcenniejszy dar, czyli szpik od taty. Był to przeszczep haploidentyczny, w którym wystarcza częściowa zgodność genetyczna. Przeszczep się przyjął, a wszyscy wstrzymali oddech, gdy wyniki zaczęły się poprawiać. Nikt nie mówił „udało się” – w onkologii takie słowa wypowiada się szeptem i z pokorą wobec losu. Dziś Igor jest w trakcie leczenia podtrzymującego. Czasem bywa zmęczony, a czasem w przypływie energii wspomina boisko i kolegów. Jeszcze nie teraz, jeszcze trzeba poczekać, bo wszystko dzieje się powoli, z uważnością i z tym rodzicielskim „chuchaniem na zimne”. Kontrole w Przylądku Nadziei we Wrocławiu stały się częścią codzienności rodziny, a jednak za każdym razem, gdy przekraczają próg kliniki, wstrzymują oddech, bo ten cichy strach wciąż w nich żyje. Obok niego jest jednak wdzięczność za każdy kolejny podarowany ich dziecku dzień. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 27 915 zł, zatem kwotę, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę na etapie leczenia podtrzymującego oraz w codziennych kontrolach, daleko od miejsca, z którego przyszło im uciekać. To wsparcie, które pozwala bliskim z większym spokojem prowadzić Igora tym małym krokiem w stronę normalności, ku dniu, w którym chłopiec znów wróci na boisko, do kolegów i do świata, którym jako ośmiolatek cieszył się całym sobą.