W marcu wszystko zaczęło się bardzo niepozornie. Kuba zaczął skarżyć się na uporczywy świąd całego ciała, który nasilał się szczególnie w momentach większego stresu, gdy zbliżały się szkolne egzaminy. Rodzice myśleli, że to reakcja organizmu na stres albo alergia. Zaniepokojona mama zabrała syna na testy alergiczne, które wykazały uczulenie na kurz i sierść kotów. W domu nie było jednak zwierząt, a rodzina dbała o czystość, więc trudno było zrozumieć, skąd biorą się dolegliwości. Leki przeciwalergiczne przyniosły jedynie niewielką poprawę, a bliscy czuli, że to nie wyjaśnia wszystkiego. Niedługo później pojawił się kolejny niepokojący objaw, czyli wyczuwalna zmiana w pachwinie. Lekarze wykluczyli przepuklinę, którą początkowo podejrzewali, ale zamiast odpowiedzi pojawiło się jeszcze więcej pytań i jeszcze większy strach. To był bardzo trudny czas, w którym rodzice żyli od badania do badania, a niepewność była chyba najgorsza. Po pewnym czasie rodzina została przyjęta do Przylądka Nadziei we Wrocławiu, gdzie Kuba przeszedł wiele specjalistycznych badań. Bliscy czekali dwa tygodnie na wynik, wierząc, że usłyszą dobrą wiadomość. Zamiast niej padła diagnoza, która zatrzymała ich świat: chłoniak Hodgkina. Kuba swoje 16. urodziny spędził w szpitalu i zamiast świętować z rodziną oraz przyjaciółmi, rozpoczął najtrudniejszą walkę w swoim życiu. Na początku czerwca ruszył pierwszy protokół chemioterapii. Dziś codzienność rodziny to regularne wyjazdy do Przylądka Nadziei. Razem z Kubą jeżdżą na kolejne etapy leczenia, a potem wracają do domu na kilka dni, by nabrać sił przed następnym pobytem w klinice. Mama jest z synem przez cały czas, dlatego przebywa na zwolnieniu lekarskim. W domu została 12-letnia córka Ala, którą na co dzień opiekuje się tata, a ogromnym wsparciem są też dziadkowie, których pomoc pozwala rodzinie przetrwać ten trudny czas i skupić się na tym, co najważniejsze: zdrowiu Kuby. Bo jeszcze niedawno Kuba nie potrafił usiedzieć w miejscu, gdyż sport był nieodłączną częścią jego życia. Uwielbiał grać w koszykówkę, chodzić na siłownię, a wolne chwile spędzał przy grach i układaniu klocków LEGO. Dziś jego codzienność wygląda zupełnie inaczej, ale wciąż marzy o powrocie do swoich pasji i normalnego życia. Koszty związane z leczeniem syna są ogromne i mimo starań rodzina nie jest w stanie udźwignąć ich samodzielnie. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 29 681 zł, a więc kwotę, która domyka zbiórkę i realnie odciąża bliskich na kolejnych etapach leczenia. To wsparcie, dzięki któremu rodzice mogą z większym spokojem towarzyszyć Kubie w jego walce, a nastolatek z nadzieją myśleć o spokojnym przejściu przez leczenie i powrocie do zdrowia oraz do tego, co kocha najbardziej: do koszykówki, sportu i zwykłego, nastoletniego życia.