Juleczka ma zaledwie dwa latka. Powinna biegać boso po trawie, śmiać się z siostrzyczką i zasypiać we własnym łóżeczku z ukochanym misiem. Zamiast tego od dwóch miesięcy jej światem są szpitalne sale, pompy infuzyjne, chemia, sterydy i nieustanny strach. Wszystko zmieniła diagnoza, która odebrała rodzicom grunt pod nogami, czyli ostra białaczka limfoblastyczna. Od tamtej chwili ich życie się zatrzymało, a każdy dzień stał się walką. Walką o wyniki, o kolejny spokojny oddech, o to, żeby nie pojawiła się gorączka zwiastująca kolejną infekcję, i o to, by ich maleńka córeczka miała jeszcze siłę się uśmiechnąć. Choć leczenie trwa dopiero dwa miesiące, Juleczka przeszła już bardzo wiele. Za rodziną dwa ciężkie zakażenia, sepsa, trzy zabiegi zakładania cewnika Broviaca oraz niezliczone wkłucia, mdłości i pobrania krwi. Każdy płacz córeczki rozdzierał rodzicom serca, bo nie ma nic bardziej bezradnego niż patrzenie na cierpienie własnego dziecka i świadomość, że ten ból jest ceną za szansę na życie. A mimo tego Juleczka każdego ranka otwiera oczy i próbuje się uśmiechać. Po kolejnych dawkach chemii wstaje i z dziecięcą ciekawością ogląda świat przez okno szpitalnej sali. Jest jak mały feniks, bo za każdym razem, gdy choroba próbuje odebrać jej siły, ona powoli podnosi się i walczy dalej. Najbardziej boli jednak to, czego nie da się zmierzyć żadnym badaniem. Tęsknota za domem, za własnym pokojem, za zwyczajnym spacerem i za starszą siostrzyczką, z którą Juleczka nie może codziennie się przytulać i bawić. Żadna chemia nie leczy złamanego dziecięcego serca, które po raz kolejny pyta, kiedy wrócą do domu. A przed rodziną jeszcze bardzo długa droga, bo leczenie ostrej białaczki limfoblastycznej trwa około dwóch lat. To setki dni pełnych chemii, sterydoterapii, badań i walki z kolejnymi powikłaniami, w których każda infekcja może oznaczać następny pobyt na oddziale. Rodzice wiedzą jednak, że nie mogą się poddać, i zrobią wszystko, aby ich córeczka mogła kiedyś zapomnieć, jak pachnie szpital. Zebrane środki pozwolą pokryć koszty związane z długotrwałym leczeniem, dojazdami, pobytami w szpitalu, lekami, specjalistycznym żywieniem, rehabilitacją oraz wszystkim tym, czego nie sposób przewidzieć podczas wielomiesięcznej walki z nowotworem. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 29 435 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie odciąża rodzinę na tej długiej, rozłożonej na lata drodze leczenia. To wsparcie, dzięki któremu bliscy mogą z większym spokojem trwać przy Juleczce i wierzyć, że przyjdzie dzień, w którym zamiast liczyć kolejne dawki chemii, będzie liczyć motyle na łące, a zamiast płakać podczas wkłuć, będzie śmiać się z siostrzyczką na placu zabaw. Pomóżmy dopisać do tej historii najpiękniejsze zakończenie.