Julian już od pierwszych chwil życia zmaga się z trudnościami zdrowotnymi. Kiedy przyszedł na świat, lekarze od razu zauważyli opadniętą powiekę, a niedługo później pojawiły się kolejne diagnozy: szmery w serduszku oraz ubytki między komorami i przedsionkami. Julek przeszedł już kilka operacji, a jego rodzice wierzyli, że najtrudniejsze chwile są już za nimi. W kwietniu na nóżkach chłopca pojawiły się jednak wybroczyny, a potem przyszła gorączka. Coś podpowiadało mamie, żeby skonsultować się z lekarzem, a niepokój pediatry tylko utwierdził ją w przekonaniu, że sytuacja jest poważna. Rodzina dostała skierowanie do szpitala, gdzie wykonano szczegółowe badania, a mama nigdy nie zapomni chwili, gdy po raz pierwszy usłyszeli słowo „białaczka”. Już następnego dnia rodzina trafiła do Przylądka Nadziei we Wrocławiu. Kolejne badania, kolejne godziny oczekiwania i wreszcie diagnoza, która zatrzymała ich świat: ostra białaczka szpikowa. Od dwóch miesięcy domem Juliana i jego mamy jest szpitalna sala, a ich codzienność to życie w izolacji. Julian nie może wyjść na dwór ani poczuć słońca na twarzy, zamiast tego są badania i leczenie. Pierwsza chemioterapia bardzo go osłabiła, a później doszło jeszcze zakażenie broviaca, które przyniosło kolejne obawy. Obecnie rodzina czeka także na wyniki badań genetycznych, które mogą mieć ogromne znaczenie dla dalszego leczenia. Każdy dzień to nieustanna walka: z chorobą, strachem i niepewnością. Mama jest przy Julianie bez przerwy: trzyma go za rękę, przytula, rozmawia z nim i próbuje dodać mu odwagi, choć sama często walczy ze łzami. Tata przyjeżdża do nich w każdy weekend, bo w tygodniu musi pracować. W domu czeka jeszcze 16-letni brat Juliana, który bardzo przeżywa chorobę młodszego braciszka, martwi się o niego każdego dnia i robi wszystko, by dodać mu sił. Mimo wszystkiego Julian pozostaje chłopcem o wielkim sercu, który uwielbia zwierzęta, a one jego i jest bardzo szczęśliwy, gdy może zbudować coś z klocków LEGO albo stworzyć własny świat za pomocą ołówka 3D. To właśnie te małe, codzienne chwile dają mu radość i pozwalają choć na moment zapomnieć o trudach leczenia. Rzeczywistość tej rodziny nie jest łatwa, a każdy kolejny etap wiąże się z coraz większymi kosztami, które przekraczają jej możliwości. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 29 950 zł, czyli kwotę, która domyka zbiórkę i realnie odciąża bliskich na dalszym etapie leczenia. To wsparcie, dzięki któremu mama może z większym spokojem czuwać przy synku, a Julian skupić się na tym, co daje mu najwięcej radości: na zwierzętach, klockach LEGO i własnych światach tworzonych ołówkiem 3D, do których pełnej beztroski cała rodzina pragnie go przywrócić.