Diss na Raka
Historie
Historie

Kajetan Pawłowski

Kajtuś to przedszkolak, który cieszył się dziecięcą beztroską, zanim jedna wizyta lekarska odmieniła życie jego rodziny, bowiem od listopada 2025 roku walczy z białaczką. W czasie leczenia jego mama musiała zmierzyć się z kolejną tragedią: nagłą śmiercią męża, taty Kajtusia. Dziś, mimo ogromnej straty, robi wszystko, by przeprowadzić synka przez tę drogę, a chłopiec dobrze reaguje na terapię.
Życie rodziny Kajtusia toczyło się zwyczajnie, ale to właśnie w tej zwyczajności odnajdowali szczęście. Chłopiec chodził do przedszkola i cieszył się dziecięcą beztroską, której nie powinno odbierać się żadnemu dziecku. Wszystko zmieniła jedna wizyta lekarska, gdy po opisaniu objawów rodzina dostała skierowanie na pilne badania krwi, a ich wyniki okazały się krytyczne. Padło polecenie, by niezwłocznie jechać do szpitala, a diagnoza przyszła niemal natychmiast i złamała rodzicom serca. Najtrudniejsze były pytania samego Kajtusia, który z dziecięcą ciekawością pytał, dlaczego jego krew jest chora, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia i nie rozumiejąc, dlaczego wszystko, co dotąd było na wyciągnięcie ręki, nagle oddzielił od niego szpitalny mur. Ta szpitalna rzeczywistość, pełna zakazów, obostrzeń i wyzwań, trwa od 3 listopada 2025 roku. Leczenie od początku niosło liczne powikłania, które odbierały rodzinie możliwość choćby krótkiego powrotu do domu. Bakteria cewnikowa, ostre zapalenie płuc i słabe wyniki sprawiły, że od listopada do lutego mama i synek byli w szpitalu bez ani jednego wyjścia do domu. Kajtuś widywał wtedy tatę tylko przez okno, na oddziale obowiązywał zakaz odwiedzin, a mąż pracował również w weekendy, dlatego rodzice nie mieli możliwości się zmieniać. Mama była przy synku w środku, tata stał po drugiej stronie szyby, a dziś ten obraz boli jeszcze bardziej. 14 czerwca, w niedzielny poranek, gdy mama była z Kajtusiem w szpitalu, jej świat zatrzymał się po raz drugi. Tata Kajtusia zmarł nagle wskutek pęknięcia tętniaka aorty brzusznej. Do tamtej chwili rodzice dzielili między siebie wszystko, co było możliwe, mama czuwała przy synu, mąż pracował i utrzymywał rodzinę, będąc jej siłą i wsparciem w najtrudniejszych dniach choroby dziecka. Z dnia na dzień mama została sama: z bólem po stracie ukochanej osoby, z lękiem o życie synka i z odpowiedzialnością za wszystko, co jeszcze przed nimi. Mimo tej ogromnej straty leczenie trwa, a Kajtuś dobrze reaguje na terapię – informacji, której mama trzyma się z całych sił. Obecnie chłopiec jest w Protokole II leczenia według programu AIEOP-BFM ALL 2017. 23 czerwca przyjął chemioterapię z doby 29, a po zakończeniu tego etapu ma przejść na leczenie podtrzymujące. Białaczka podporządkowała sobie ich życie, a terminy chemii, wyniki, pobyty stacjonarne i dzienne wizyty w szpitalu stały się codziennością. Mama nie ma możliwości podjęcia pracy, bo cały czas jest przy Kajtusiu, a cała opieka nad nim spoczywa dziś na niej. W jednej chwili rodzina straciła nie tylko tatę i męża, ale również jedyną osobę, która ją utrzymywała. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 37 840 zł, czyli kwotę, która realnie wspiera mamę i Kajtusia w jednym z najtrudniejszych momentów, jakie można sobie wyobrazić, i pozwala jej skupić się na tym, co najważniejsze: na dalszym leczeniu synka. To wsparcie, dzięki któremu może z większym spokojem przeprowadzać go przez kolejne etapy terapii, dopóki Kajtuś się leczy i dobrze reaguje, dopóki wciąż jest przed nimi szansa na zdrowie, o którą jego mama będzie walczyć z całych sił.