Jeszcze niedawno Maja mogła uderzyć w dzwon zwycięstwa, symbol końca długiego, wyczerpującego leczenia białaczki, obejmującego przeszczep szpiku i miesiące spędzone w Przylądku Nadziei. Dziś choroba wróciła w wyjątkowo ciężkiej, agresywnej postaci, obejmując oko, płuca i jelita, a Maja po raz kolejny stoi do najtrudniejszej walki.
Jeszcze niedawno dzwon zwycięstwa oznajmił koniec koszmaru. Po długim, wyczerpującym leczeniu, po przeszczepie szpiku, intensywnej chemioterapii i miesiącach spędzonych w Przylądku Nadziei, Maja mogła w niego uderzyć. Wszyscy wierzyli, że to, co najgorsze, jest już za nią. Nadzieja trwała jednak krótko. Informacja o wznowie ostrej białaczki szpikowej była ciosem. Tym razem choroba nie zatrzymała się w szpiku, lecz zaatakowała narządy wewnętrzne, w tym oko, płuca i jelita. Przybrała postać wyjątkowo ciężką, agresywną i oporną na leczenie. Lekarze nie mają wątpliwości, że sytuacja jest bardzo poważna, bo choroba uderzyła z nową siłą, obejmując miejsca, które decydują o oddychaniu, widzeniu i podstawowych funkcjach życiowych. Każdy dzień to dziś dla Mai walka o zatrzymanie postępu nowotworu i reakcję na leczenie. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 42 660 zł. To kwota, która realnie wspiera Maję w tej niezwykle trudnej, ponownej walce o zdrowie. To wsparcie, które daje jej szansę na kontynuację leczenia w tym najtrudniejszym momencie i pozwala bliskim wierzyć, że uda się zatrzymać chorobę, tak jak udało się to zrobić już raz wcześniej.