Jeszcze na początku tego roku życie rodziny Maksia było zwyczajne. W lutym mama zaczęła jednak zauważać u synka coś, co nie dawało jej spokoju. Najpierw opadające powieki, potem trudności z utrzymaniem równowagi, a czasem wyciekającą z jednego kącika ust ślinę. To były niewielkie sygnały, ale jako mama czuła, że dzieje się coś złego. Ruszyła lawina badań, konsultacji i kolejnych wizyt u specjalistów, a rodzina każdego dnia żyła nadzieją, że usłyszy dobrą wiadomość. Niestety diagnoza okazała się jedną z najtrudniejszych, jakie rodzic może usłyszeć: rozlany naciekający glejak pnia mózgu. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Maks przeszedł radioterapię połączoną z leczeniem temozolomidem, a po zakończeniu naświetlań chemioterapia była nadal kontynuowana. Każdy kolejny dzień to walka, kolejne badania i kontrole oraz ogromna nadzieja, że leczenie przyniesie jak najlepsze efekty. Pierwszy promyk tej nadziei pojawił się w maju, gdy rezonans magnetyczny wykazał zmniejszenie guza i częściową odpowiedź na leczenie. To dało rodzinie siłę, by walczyć dalej. Dziś bliscy są w trakcie konsultacji z zagranicznymi specjalistami i szukają wszystkich możliwych metod, które mogą pomóc Maksowi. Obecnie Maks jest w domu, choć każdy tydzień wyznaczają wizyty w szpitalu, badania i kolejne etapy leczenia. Mama jest przy nim nieustannie, trzyma go za rękę, kiedy się boi, rozmawiają i śmieją się, kiedy tylko ma na to siłę, a ona stara się, by choć na chwilę zapomniał o chorobie. Tata Maksia każdego dnia godzi pracę z organizacją leczenia i wszystkimi sprawami, które wiążą się z walką o zdrowie syna. Maks ma też dwóch dorosłych braci, Adama i Mikołaja, którzy otaczają go ogromnym wsparciem, troską i miłością. Bo choć choroba zabrała chłopcu beztroskę, nie odebrała mu dziecięcej ciekawości świata. W lepsze dni z ogromnym zainteresowaniem ogląda egzotyczne owady i potrafi godzinami słuchać o ich niezwykłym życiu, a fascynuje go również robotyka. To właśnie te małe pasje pomagają mu choć na chwilę przenieść myśli w miejsce, gdzie nie ma szpitalnych sal i badań. Rodzina żyje dziś z ogromnym lękiem o przyszłość synka, ale jednocześnie nie traci nadziei, walcząc o każdy jego uśmiech i każdy dobry wynik. Przed nimi jeszcze długa droga, a leczenie, konsultacje zagraniczne, nierefundowane terapie i inne wydatki związane z chorobą znacznie przekraczają możliwości rodziny. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 28 077 zł, czyli kwotę, która realnie wspiera bliskich w dostępie do dalszego leczenia i odciąża ich w codziennej walce o zdrowie Maksia. To wsparcie, które daje rodzinie szansę na kontynuację terapii i pozwala jej z większą siłą trwać przy synku, z nadzieją, że chłopiec wróci do zdrowia i do świata, który tak go fascynuje: pełnego egzotycznych owadów i robotyki.