Na początku lipca tego roku Marysię zaczął boleć brzuch. Początkowo rodzice mieli nadzieję, że to coś przejściowego, jednak kolejne dni przynosiły ten sam niepokój, a ból nie ustępował. Wiedzieli, że nie mogą czekać, dlatego pojechali z Marysią na SOR. Tam okazało się, że dziewczyna ma bardzo wysokie CRP. Następnie została przewieziona do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka we Wrocławiu, gdzie rozpoczęła się seria kolejnych badań, a każda godzina oczekiwania na wyniki wydawała się wiecznością. Rodzice byli przerażeni, pełni obaw i bezradności, a mimo to starali się być dla Marysi silni. Przytulali ją, trzymali za rękę i powtarzali, że wszystko będzie dobrze i że są przy niej. Już 8 lipca rodzina usłyszała diagnozę. Guz jajnika. Nie mogli w to uwierzyć, bo świat, który jeszcze chwilę wcześniej wyglądał normalnie, nagle całkowicie się zmienił. Dzień później Marysia była już na stole operacyjnym. Rodzice czekali na korytarzu, pełni strachu i nadziei, wierząc, że za chwilę usłyszą dobre wiadomości. W pewnym momencie profesor wyszedł do nich i przekazał informację, która odebrała im mowę. Guz okazał się zbyt duży, zbyt wrażliwy i mocno unerwiony, a próba jego usunięcia w tym momencie mogła stanowić bezpośrednie zagrożenie dla życia córki. Rodzice musieli podjąć trudną decyzję, czy kontynuować operację i próbować usunąć guz, czy najpierw zastosować chemioterapię, aby zmniejszyć jego rozmiar. Wybrali zakończenie operacji. 13 lipca Marysia przyjęła pierwszą chemioterapię w Przylądku Nadziei we Wrocławiu. Obecnie czeka na przyjęcie drugiego wlewu oraz na wyniki badań, które pokażą, jak jej organizm reaguje na leczenie. Od tych wyników będą zależały kolejne kroki w walce o jej zdrowie. Mimo wszystkiego Marysia pozostaje sobą. Zawsze była pełną pasji dziewczyną, kochała świat kosmetyków i mody, z zachwytem śledziła nowe trendy, inspirowała się wielkimi domami mody i potrafiła cieszyć się drobnymi rzeczami, które sprawiały jej radość. Dziś jej codzienność wygląda zupełnie inaczej, ale to właśnie te pasje przypominają, kim jest naprawdę. Obecnie mama cały czas jest z córką w szpitalu. Trzyma ją za rękę, rozmawiają, wspierają się i przechodzą przez każdy kolejny dzień razem. Tata w tym czasie opiekuje się synkiem Maksymilianem w domu i pracuje, a każdą wolną chwilę spędza z nimi, odwiedzając je i dając Marysi tyle wsparcia, ile tylko może. Przed rodziną długa i trudna droga, a leczenie, rehabilitacja, dojazdy oraz potrzebne leki będą generować ogromne koszty, którym sami nie są w stanie sprostać. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 10 000 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie odciąża rodzinę na dalszym etapie leczenia. To wsparcie, które przybliża bliskich do celu, do dnia, w którym Marysia wróci do zdrowia i znów będzie mogła cieszyć się swoimi marzeniami oraz ukochanym światem mody, który tak ją inspiruje.