Diss na Raka
Historie
Historie

Marko Liakhovych

Marko miał dziewięć miesięcy, gdy podczas rutynowego bilansu lekarz zauważył powiększoną wątrobę, co w kilka dni doprowadziło do diagnozy ostrej białaczki limfoblastycznej. Dziś maleńki chłopiec przechodzi chemioterapię, a każdy kolejny etap leczenia zależy od wyników i sił jego małego organizmu.

Marko miał dziewięć miesięcy. Rozwijał się prawidłowo, a rodzice cieszyli się każdym dniem, patrząc na swojego ukochanego bobasa. Na bilans poszli spokojni, bez przeczucia, że zwykła kontrola stanie się początkiem najtrudniejszego czasu w życiu ich rodziny. Podczas badania pediatrę zaniepokoiła znacznie powiększona wątroba, dlatego zlecono wykonanie USG oraz morfologii. Oczekiwanie na wyniki wypełniał niepokój, ale też nadzieja, że przyczyna nie okaże się poważna. Tę nadzieję odebrała kolejna wizyta u pediatry, która natychmiast skierowała rodzinę na SOR w Lublinie. 27 kwietnia wykonano biopsję szpiku, a badanie potwierdziło chorobę i nadało lękowi rodziców przerażającą nazwę, czyli ostra białaczka limfoblastyczna. Nie da się spokojnie przyjąć takiej informacji. Dzień później Marko miał założony port i rozpoczął chemioterapię. Tempo kolejnych działań zapierało rodzicom dech w piersiach. Badania, wyniki, konsultacje z lekarzami, podania leków, decyzje podejmowane jedna po drugiej i ich próba, żeby za tym wszystkim nadążyć i w tej gonitwie za życiem maleńkiego dziecka nie zgubić ani jednej ważnej informacji. Marko leczy się zgodnie z protokołem. Obecnie, z powodu słabych wyników krwi, nie może rozpocząć kolejnego cyklu chemioterapii, co jest jednym z najtrudniejszych momentów leczenia. Rodzice wiedzą, że terapia musi trwać i że każdy etap ma znaczenie, a jednocześnie muszą przyjąć, że organizm Marko potrzebuje czasu, żeby zebrać siły. Czekają więc na poprawę wyników, na decyzje lekarzy i na moment, w którym będzie można bezpiecznie kontynuować leczenie. Każde badanie krwi niesie dziś napięcie, bo każdy wynik może przybliżyć ich do kolejnego kroku albo znów zatrzymać leczenie. Mama jest z Marko w szpitalu, natomiast tata opiekuje się w tym czasie trzynastoletnią córką i siedmioletnim synem. Tak wygląda dziś codzienność tej rodziny, jedno z rodziców jest przy chorym dziecku, drugie próbuje utrzymać dom i dać poczucie bezpieczeństwa dzieciom, które bardzo za nimi tęsknią. Nie byli przygotowani na taką rozłąkę, chyba nikt nie jest. Wrócić do domu i znowu móc być razem, w swojej skradzionej zwyczajności, to dziś ich największe pragnienie. Przed maleńkim Marko bardzo długa droga do upragnionego zwycięstwa. Na jej horyzoncie są kolejne cykle chemioterapii, badania, kontrole i czas odbudowywania sił między etapami leczenia. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 49 612 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę na tej dopiero rozpoczynającej się, wymagającej drodze. To wsparcie, dzięki któremu rodzice mogą z większym spokojem czuwać przy synku i wierzyć, że wkrótce cała rodzina znów będzie mogła być razem, w tej upragnionej, zwyczajnej codzienności.