Diss na Raka
Historie
Historie

Nadia Romaszewska

Czteroletnia Nadia zachorowała na ostrą białaczkę limfoblastyczną, a leczenie rozpoczęło się natychmiast po dramatycznych wynikach badań krwi i pilnym transporcie do kliniki w Gdańsku. Przed dziewczynką co najmniej dwa lata intensywnej terapii, a jej rodzina każdego dnia mierzy się z ogromnym obciążeniem emocjonalnym, organizacyjnym i finansowym.
Jeszcze na początku sierpnia wszystko wyglądało zwyczajnie. Lato, place zabaw, dziecięcy śmiech i dni, które powinny być pełne beztroski. Wśród bawiących się dzieci coraz częściej brakowało jednak Nadii. Czteroletnia dziewczynka stawała się coraz słabsza, cichsza i coraz częściej skarżyła się na ból rączek. Rodzice początkowo wierzyli, że to zwykła infekcja. Wieczorem pojawiła się wysoka gorączka, później silny kaszel. Lekarz rodzinny rozpoznał ostre zapalenie krtani i wdrożył antybiotykoterapię. Mijały jednak kolejne dni, a stan Nadii nie poprawiał się ani trochę. Rodzice zdecydowali, że nie mogą dłużej czekać. W szpitalu w Człuchowie wykonano badania, które momentalnie zmieniły wszystko. Wyniki morfologii były dramatyczne – bardzo niska hemoglobina, skrajnie obniżone płytki krwi i wysokie wskaźniki stanu zapalnego wskazywały, że organizm dziewczynki walczy z czymś znacznie poważniejszym. Rozpoczęła się pilna walka z czasem. Po wielu konsultacjach i oczekiwaniu na transport Nadia została przewieziona do Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii w Gdańsku. To właśnie tam rodzice usłyszeli diagnozę, która rozdarła ich świat na pół. Ostra białaczka limfoblastyczna. Leczenie rozpoczęło się natychmiast. Sterydoterapia, pierwsze cykle chemioterapii oraz kolejne procedury medyczne bardzo szybko stały się codziennością czteroletniej dziewczynki. Terapia prowadzona jest według protokołu AIEOP BFM ALL 2017 i potrwa minimum dwa lata. Dwa lata walki o życie, zdrowie i dzieciństwo. Każdy dzień oznacza dziś dla Nadii pobyty pod kroplówkami, badania, skutki uboczne leczenia oraz ogromne osłabienie organizmu. Choroba odebrała jej zwyczajną codzienność i zmieniła dziecięcy świat w przestrzeń szpitalnych sal, leków i nieustannego lęku. Choruje jednak cała rodzina. Mama nie opuszcza córki i przebywa z nią w szpitalu, podczas gdy tata opiekuje się dwoma starszymi synami, siedmioletnim Bryanem i sześcioletnim Maxem, którzy pozostali w Człuchowie. Chłopcy wiedzą tylko tyle, że ich siostrzyczka jest bardzo chora i długo nie wróci do domu. Każda podróż taty do Gdańska to wiele godzin drogi, a codzienność rodziny podporządkowana została wyłącznie leczeniu Nadii oraz próbom utrzymania choć odrobiny stabilności. Mama pozostaje bez pracy, zajmując się dziećmi i opieką nad Nadią. Tata, który jest żołnierzem, został jedynym żywicielem rodziny. Tymczasem koszty leczenia, dojazdów, rehabilitacji oraz codziennych potrzeb stale rosną. Najbliżsi Nadii robią wszystko, aby dziewczynka mogła przejść przez terapię bez dodatkowych przeszkód i z poczuciem bezpieczeństwa, którego dziś tak bardzo potrzebuje. Dzięki wspólnej akcji przekazano na rzecz Nadii kwotę 8 374 zł, co pozwoliło zamknąć zbiórkę i realnie wesprzeć rodzinę w codziennej walce o zdrowie oraz spokojniejsze dzieciństwo dziewczynki.