Wiktoria miała zaledwie osiem lat, kiedy pierwszy raz stanęła do walki z nieoperacyjnym glejakiem mózgu, w czasie gdy jej mama była na początku ciąży z jej młodszym bratem. Dziś Wiktoria ma jedenaście lat, a choroba znów postępuje. Ponownie wdrożona chemioterapia trwa, a rodzina z zapartym tchem liczy na jej skuteczność.
Pod koniec 2022 roku Wiktoria coraz częściej zaczęła skarżyć się na bóle głowy, co u ośmioletniego dziecka nie jest objawem, który da się zignorować. Chwilę później pojawiły się wymioty. Przez ponad miesiąc rodzina szukała odpowiedzi, nie wiedząc jeszcze, że w głowie córki rozwija się choroba, która na lata podporządkuje sobie życie całej rodziny. Rozpoznanie przyszło w momencie, gdy sytuacja była już bardzo poważna. Diagnoza była szokująca, stwierdzono silne wodogłowie i nieoperacyjny guz mózgu obejmujący struktury wzrokowe oraz podwzgórze, czyli glejaka, gwiaździaka włosowatokomórkowego. Słysząc rozpoznanie, rodzice zrozumieli, że nie będzie prostego rozwiązania, a przed ich dzieckiem stanęła perspektywa długiego leczenia, stałych kontroli i kolejnych lat życia w niepewności. 23 grudnia 2022 roku Wiktoria przeszła operację implantacji zastawki komorowo-otrzewnowej, konieczną przy stwierdzonym wodogłowiu. Tydzień później wykonano septostomię oraz częściową resekcję guza. Z tamtego czasu rodzice najmocniej pamiętają obezwładniający strach i ciągłe oczekiwanie na choćby skrawek dobrych wiadomości. W marcu 2023 roku założono Wiktorii port naczyniowy i rozpoczęto chemioterapię według protokołu leczenia guzów ośrodkowego układu nerwowego u dzieci. Od tamtej pory kalendarz i codzienność rodziny zaczęły układać się pod dyktando choroby. Wiktoria uczy się zdalnie w domu. Jej codzienność to pobyty na oddziałach onkologicznych, kontrole, badania i nauka układana wokół leczenia. Dojrzewa w rzeczywistości, w której zwykły dzień nigdy nie jest do końca pewny. Choroba przyniosła także powikłania i dodatkowe problemy zdrowotne, w tym niedokrwistość i nadpłytkowość, a po operacji guza pojawiło się również przedwczesne dojrzewanie płciowe, które wymagało leczenia, zakończonego w kwietniu 2026 roku. W grudniu 2024 roku, po usunięciu portu naczyniowego, rodzina ostrożnie zaczęła wierzyć, że nadchodzi czas większego spokoju. Niestety rezonanse z września 2025 roku oraz lutego 2026 roku wykazały progresję choroby. Wznowa, o której rodzina dowiedziała się w lutym tego roku, bardzo mocno ją dotknęła. Po raz kolejny trzeba było zebrać siły, choć wydawało się, że tak wiele zostało już oddane wcześniejszemu leczeniu. W kwietniu 2026 roku Wiktorii ponownie założono port naczyniowy, aby rozpocząć indywidualną chemioterapię, która trwa do dziś. Mama Wiktorii była na początku ciąży, kiedy rozpoczęła się choroba córki. To był szczególnie trudny czas, z jednej strony rosło w niej nowe życie, z drugiej każdego dnia towarzyszył jej niewyobrażalny lęk o Wiktorię. Nie wróciła do pracy i została przy dzieciach, bo tego wymagała ich sytuacja. W międzyczasie udało jej się dokończyć i obronić doktorat z nauk ścisłych, ale życie zawodowe musiało ustąpić temu, co najważniejsze, czyli opiece nad córką i jej młodszym bratem. Dzieci mają ze sobą cudowny kontakt, a ich bliskość i naturalna czułość, której choroba nie zdołała odebrać, daje mamie siłę każdego dnia. Rodzina potrzebuje dziś wsparcia, by zabezpieczyć koszty leczenia, dojazdów, opieki oraz codziennych potrzeb związanych z chorobą Wiktorii. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 100 000 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę na tym kolejnym, trudnym etapie walki z chorobą. To wsparcie, dzięki któremu Wiktoria może dorastać mimo choroby, a jej bliscy mogą wierzyć, że mają przed sobą wspólną przyszłość.