Pewnego dnia mama Zosi zauważyła, że córka nietypowo chodzi z wypiętym brzuszkiem, choć dziewczynka tłumaczyła to tym, że tak jest jej po prostu wygodnie. Dzień później brzuch był nadal napięty, choć nie bolał. Wcześniej pojawiła się też przejściowa wysypka na rękach, którą rodzice powiązali z nietolerancją pokarmową po zagranicznym wyjeździe. Dwa dni później, podczas popołudniowej wizyty u lekarza rodzinnego, wykonane USG wykazało coś, co zszokowało nawet samego lekarza. Zosia natychmiast trafiła transportem medycznym do szpitala w Jeleniej Górze, a stamtąd karetką do specjalistycznego ośrodka onkologicznego we Wrocławiu. Po serii pilnych badań, 25 maja, rodzice usłyszeli ostateczną diagnozę, czyli chłoniaka Burkitta. Jeszcze przed postawieniem ostatecznej diagnozy Zosia otrzymała pierwszą dawkę wstępnej chemioterapii oraz immunoterapii. Po potwierdzeniu rozpoznania wdrożono chemię celowaną w ramach czterech zaplanowanych cykli. Już po pierwszym tygodniu guzy zmniejszyły się o siedemdziesiąt procent, a napięty wcześniej brzuszek Zosi zaczął wracać do normy. Obecnie dziewczynka ma za sobą trzy cykle leczenia, a najnowsze badania kontrolne pokazały bardzo obiecujący wynik, bo w badaniu PET nie stwierdzono już aktywnej choroby, a w rezonansie widoczne są jedynie śladowe resztki guza. Aby mieć pewność, że nie są to już aktywne komórki nowotworowe, wykonano biopsję, na której wynik rodzina teraz czeka. Zaplanowano też wzmocnienie czwartego cyklu chemioterapii, tak by resztki zmiany wchłonęły się bez konieczności operacji. Mama Zosi, z zawodu nauczycielka, wykorzystała opiekę w pracy na dziecko, by móc być z córką w szpitalu, a tata zrezygnował z delegacji, by zaopiekować się młodszą córką w domu. Dla całej rodziny diagnoza była ogromnym szokiem, bo jeszcze dzień wcześniej wszyscy żartowali, że Zosia będzie musiała przejść na dietę bezglutenową i nikt nie spodziewał się, że wizyta u lekarza pierwszego kontaktu zakończy się w szpitalu onkologicznym. Mimo tych bardzo trudnych, traumatycznych chwil rodzina mocno się wspiera, a dziś, patrząc na dobre wyniki leczenia, jest pełna nadziei. Zosia ma dziesięcioletnią siostrę Maję, z którą jest bardzo blisko związana, a największym wyzwaniem dla obu dziewczynek była rozłąka, strach oraz tęsknota za sobą i za mamą, która przez większość czasu pozostaje z Zosią w szpitalu. Mimo wszystkiego Zosia nie traci z oczu tego, co kocha najbardziej. Uwielbia jazdę konną, spacery na łonie natury, jazdę na rowerze oraz zabawę klockami Lego i to właśnie do tych aktywności najbardziej chce wrócić, gdy tylko pozwoli jej na to zdrowie. Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na rehabilitację, nierefundowane leki oraz dojazdy na badania kontrolne. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 29 845 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i stanowi realne wsparcie dla Zosi w tym ostatnim, kluczowym etapie leczenia oraz ulgę dla jej rodziny, która od miesięcy żyje między szpitalem a domem. To wsparcie, dzięki któremu Zosia zyskuje szansę, by wrócić do koni, roweru i beztroskiego dzieciństwa u boku ukochanej siostry Mai.