W kwietniu 2026 roku Dominik był na osiemnastych urodzinach kolegi. Po powrocie do domu zaczął odczuwać ucisk i duszność w klatce piersiowej, szczególnie w pozycji leżącej. Ponieważ wcześniej miał problemy kardiologiczne, rodzice początkowo z nimi łączyli te dolegliwości i liczyli, że po odpoczynku ustąpią. Objawy jednak nie mijały, dlatego bez zbędnej zwłoki pojechali z synem do szpitala. Wykonane RTG wykazało niepokojące zmiany wymagające dalszej diagnostyki, a następnego dnia karetką przewieziono Dominika do Przylądka Nadziei we Wrocławiu. Tam kolejne badania przyniosły rozpoznanie nowotworu złośliwego jądra.
Od diagnozy leczenie zaczęło toczyć się bardzo szybko. W krótkim czasie Dominik przeszedł operację usunięcia jądra, a w trakcie leczenia konieczna była również interwencja chirurgiczna z powodu wgłobienia jelita, podczas której usunięto także zmianę przerzutową w jamie brzusznej. Do września przeszedł pięć cykli chemioterapii, a każdy z nich oznaczał pięć kolejnych dni wlewów. Rodzice nie mieli czasu, żeby naprawdę oswoić którąkolwiek z informacji, bo każdy kolejny wynik niemal natychmiast pociągał za sobą następną decyzję, zabieg albo etap leczenia.
Zmiany nowotworowe pojawiły się również w płucach, dlatego rodzina została skierowana do Gdańska, gdzie w sierpniu lekarze przeprowadzili operację prawego płuca i usunęli znajdujące się w nim zmiany. Zabieg przebiegł pomyślnie i na chwilę mogli wrócić do domu, jednak ten oddech trwał bardzo krótko, bo zaledwie kilka dni później Dominik ponownie stawił się w Przylądku Nadziei, aby kontynuować leczenie.
Kolejnym krokiem miała być operacja lewego płuca. Przed wyjazdem do Gdańska, 10 września, Dominik przeszedł kontrolną tomografię klatki piersiowej. Na miejscu okazało się, że w operowanym wcześniej prawym płucu pojawiły się nowe, niepokojące zmiany, dlatego lekarze odstąpili od planowanego zabiegu i zdecydowali, że najpierw trzeba ustalić charakter nowych ognisk. Pobrano materiał do biopsji, a Dominik przebywa obecnie w Przylądku Nadziei i przyjmuje antybiotyk w związku ze zmianami widocznymi w płucach. Najtrudniejsza jest dziś niepewność, bo jeszcze niedawno rodzice jechali do Gdańska z konkretnym planem operacji, a wrócili z kolejnym znakiem zapytania.
Mama od chwili diagnozy jest przy nim i towarzyszy mu podczas kolejnych hospitalizacji, a tata pracuje i stara się utrzymać wszystko, co w ich życiu nadal musi funkcjonować poza szpitalem. Nie wiedzą, co przyniosą kolejne tygodnie ani jak długo potrwa dalsze leczenie, ale muszą brać pod uwagę tygodnie, a być może miesiące terapii, następne wyjazdy, hospitalizacje i późniejszą rekonwalescencję. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 4 655 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę w tym pełnym niepewności czasie oczekiwania na wynik biopsji. To wsparcie, dzięki któremu rodzice mogą być przygotowani na wszystko, czego Dominik będzie potrzebował, by przejść przez leczenie, odzyskiwać siły i wrócić do codzienności, za którą tak bardzo tęsknią.