Diss na Raka
Historie
Historie

Hanna Jasicka

Hania ma 11 lat, trenuje piłkę nożną w Piaście Nowa Ruda i marzy, by kiedyś zobaczyć mecz FC Barcelony na Camp Nou. Jeszcze dzień przed diagnozą była w szkole, chodziła po lesie i jechała na trening. Dwa dni po wizycie z bólem gardła, w Przylądku Nadziei, usłyszała diagnozę ostrej białaczki limfoblastycznej. Dziś zaczyna leczenie, a najbardziej brakuje jej ruchu i kolegów.

Mama obiecała młodszym dzieciom, że zaraz wrócą. Była przekonana, że jadą tylko zbadać Hani gardło i wrócą z receptą. Kilka godzin później siedziała przy córce w środku nocy, czekając na krew sprowadzaną z Wałbrzycha. Hemoglobina Hani wynosiła 5. Wszystko zaczęło się od bólu gardła na początku roku szkolnego, gdy wokół było pełno infekcji, więc nic nie wskazywało na coś poważnego. 17 września Hania była w szkole, po południu przeszła z mamą około pięciu kilometrów po lesie na grzybach, a potem pojechała jeszcze na półtoragodzinny trening piłki nożnej, z którego wróciła na hulajnodze. Miała trochę mniej siły niż zwykle, ale każdy może mieć gorszy dzień. Dopiero wieczorem pojawiły się gorączka, ból gardła i wyraźne osłabienie.

Następnego dnia Hania została w domu. Ponieważ nie było pediatry, mama zdecydowała się pojechać na izbę przyjęć, bo nie chciała czekać przez cały weekend. Gardło okazało się czyste, a lekarka zleciła morfologię. Podczas kroplówki pielęgniarka nagle ją odłączyła i powiedziała, że zaraz przyjdzie lekarz. Hemoglobina wynosiła 5, a mama usłyszała o skrajnej niedokrwistości, przeciążonym sercu i zagrożeniu życia. Nie potrafiła tego połączyć z dzieckiem, które poprzedniego dnia było jeszcze tak aktywne. Hania ma grupę krwi 0 Rh−, dlatego odpowiednią krew trzeba było pilnie sprowadzić, pierwsze przetoczenie dostała jeszcze tej nocy, drugie następnego dnia.

19 września zapadła decyzja o dalszej diagnostyce we Wrocławiu. Mama nadal po cichu wierzyła, że badania wyjaśnią przyczynę anemii i wrócą do domu. W Przylądku Nadziei wieczorem usłyszała, że we krwi córki są blasty, a następnego dnia nie było już wątpliwości, że jedenastoletnia Hania ma ostrą białaczkę limfoblastyczną. 22 września rozpoczęło się leczenie. Hania ma już za sobą pobrania szpiku, założenie cewnika Broviac, chemioterapię dożylną oraz leczenie dokanałowe, trzy razy dziennie przyjmuje też sterydy. Na razie jej organizm dobrze znosi terapię, pojawiają się przede wszystkim wahania nastroju i złość, co trudno uznać za dziwne po tym, co wydarzyło się w ciągu kilku dni.

Hania zawsze była w ruchu, piłka nożna, koszykówka, rower, hulajnoga, boisko. Telefon i komputer zwykle przegrywały z tym, co można było robić na zewnątrz. Trenuje w Piaście Nowa Ruda, jest też wielką fanką FC Barcelony i marzy, żeby kiedyś zobaczyć jej mecz na Camp Nou. Dziś szczególnie brakuje jej treningów i kontaktu z rówieśnikami, bo ruch nigdy nie był dla niej dodatkiem do codzienności, lecz jej naturalną częścią.

Najczęściej w szpitalu z Hanią jest mama. Tata zmienia ją od piątku do niedzieli, bo w tygodniu pracuje jako kierowca zawodowy, często zaczynając pracę o drugiej lub trzeciej nad ranem. W domu są jeszcze siedmioletnia Marysia i czteroletni Jaś, a ogromną część codziennych obowiązków przejęli dziadkowie. Jaś nie rozumie jeszcze, dlaczego mama i starsza siostra nagle zniknęły z domu na tak długo. Marysia rozumie coraz więcej, dzwoni i pyta o Hanię, ale wiele emocji zatrzymuje dla siebie. Rodzice próbują być rodzicami całej trójki, choć od wielu tygodni bardzo rzadko mogą być wszyscy razem.

Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 47 710 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie zdejmuje z rodziny choć część ciężaru na tym dopiero rozpoczętym etapie leczenia. To wsparcie, dzięki któremu rodzice mogą skupić się na Hani, jej leczeniu i powrocie do zdrowia, a jednocześnie zachować jak najwięcej rodzinnego życia dla Marysi i Jasia, aż Hania wróci na boisko.