We wrześniu 2025 roku Tymek przez całą noc gorączkował. Dzień wcześniej skarżył się na ból ręki, która na chwilę stała się bezwładna. Mama pojechała z nim na SOR w Płocku, a wyniki badań sprawiły, że zostali przyjęci na oddział, skąd niedługo później w trybie pilnym przewieziono ich do Warszawy. Następnego dnia, po wykonanej biopsji szpiku, mama usłyszała diagnozę, ostra białaczka limfoblastyczna typu B. Kilka dni później rozpoczęła się indukcja, choć wtedy jeszcze nie wiedziała, że przed nimi nie tylko leczenie białaczki, ale również miesiące powikłań i izolacji, w których organizm jej trzyletniego syna będzie dochodził do granicy swoich możliwości.
W trakcie intensywnego leczenia Tymek przeszedł sepsę, a później zakażenie norowirusem, które trwało aż sześć tygodni i było na tyle ciężkie, że konieczne stało się żywienie pozajelitowe. Przez jedenaście tygodni mama była z nim sama w izolatce. Kolejny etap terapii również okazał się bardzo trudny, bo w Wielkanoc Tymek ponownie trafił do szpitala w stanie głębokiej apatii, a przez następne trzy tygodnie praktycznie nie podnosił się z łóżka. Od diagnozy do czerwca rodzina praktycznie cały czas spędzała w szpitalu, a dopiero od początku czerwca są znów w domu. Tymek rozpoczął leczenie podtrzymujące, jednak jego organizm wciąż wyraźnie ponosi konsekwencje ostatnich miesięcy, bolą go stopy i kolana, a przed nim długa rehabilitacja.
Przez dziewięć miesięcy rodzice właściwie się mijali. Mąż pracuje za granicą, a mama, kiedy w domu czekał starszy syn Kacper, zmieniała się z nim przy Tymku w szpitalu. Przez dziesięć miesięcy była całkowicie wyłączona z życia zawodowego. Ogromnym wsparciem była babcia, która przejmowała opiekę nad Kacprem. Chłopiec rozpoczynał wtedy trzecią klasę i przygotowywał się do Pierwszej Komunii, na której zamiast taty i braciszka była z nim babcia. Miesiąc po diagnozie Kacper zapytał mamę podczas spaceru, czy Tymuś umrze, w tych kilku słowach zmieścił się cały strach, jaki wtedy czuła cała rodzina.
Paradoksalnie szpital nie budzi już w Tymku większego lęku, wciąż jednak ogromnie boi się pobierania krwi. Najbardziej tęskni za dziećmi, bo jego odporność wciąż jest zbyt niska, by mógł uczęszczać do przedszkola, choć bardzo by tego chciał. Dwa miesiące temu mama wróciła do pracy, ale Tymek nadal wymaga stałej opieki, a przed rodziną jesień i zima, w których każda infekcja może ponownie skomplikować leczenie. Potrzebna będzie długa rehabilitacja i dalsza opieka nad organizmem, który przez ostatni rok przeszedł znacznie więcej, niż powinno przejść trzyletnie dziecko. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 49 980 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę w dalszej rehabilitacji i opiece nad Tymkiem. To wsparcie, dzięki któremu chłopiec może krok po kroku odzyskiwać sprawność i zbliżać się do dnia, w którym wreszcie przekroczy próg przedszkola, tam, gdzie są jego rówieśnicy.