Diss na Raka
Historie
Historie

Wojciech Jan Sawicki

Wojtuś to pierwsze dziecko swoich rodziców, ma zaledwie rok. We wrześniu miał rozpocząć żłobek, tymczasem niepokojące objawy, wcześniej mylone z ząbkowaniem, doprowadziły do diagnozy ostrej białaczki limfoblastycznej typu B. Dziś Wojtuś przechodzi wymagające leczenie, a przed nim około dwóch lat terapii.

Początkowo nic nie wskazywało na chorobę nowotworową. Wojtuś ząbkował, dlatego kiedy któregoś wieczoru stał się wyjątkowo niespokojny, odmawiał jedzenia i picia oraz długo płakał, rodzice szukali w tym najbardziej naturalnego wyjaśnienia. Pierwsza konsultacja nie przyniosła odpowiedzi, a w kolejnych dniach Wojtuś stawał się coraz bardziej apatyczny i osłabiony, prawie nic nie jadł i niewiele pił. Rodzice szukali więc dalej. Kolejne konsultacje i badania zakończyły się pilnym skierowaniem do szpitala, gdzie po raz pierwszy usłyszeli o podejrzeniu białaczki. Niedługo później karetką przewieziono ich na specjalistyczny oddział hematologii i onkologii dziecięcej w Warszawie, gdzie otrzymali ostateczne rozpoznanie, ostra białaczka limfoblastyczna typu B.

Wojtuś ma rok i nie potrafi jeszcze powiedzieć, że jest mu niedobrze, że coś go boli albo że się boi. Rodzice próbują rozumieć go bez słów, obserwując każdy ruch i grymas twarzy. Przed wszczepieniem cewnika centralnego szczególnie trudne były wkłucia, wymagające kolejnych prób z powodu słabo widocznych żył. Cewnik Broviac ograniczył konieczność kolejnych wkłuć, ale nie zakończył procedur, bo Wojtusia nadal czekają punkcje lędźwiowe i pobrania szpiku. Chłopiec rozpoczął chemioterapię według protokołu AIEOP-BFM 2017, a pierwszy etap przyniósł dobrą odpowiedź na leczenie, choć jego organizm bardzo mocno odczuwa terapię. Pojawiła się pancytopenia, konieczne były wielokrotne przetoczenia krwi, a do tego doszło zakażenie bakteryjne przewodu pokarmowego. Obecnie rodzina rozpoczęła kolejny etap terapii, konsolidację, dojeżdżając do szpitala cztery lub pięć razy w tygodniu. Już dziś wiedzą, że podstawowy plan leczenia potrwa dwa lata.

We wrześniu Wojtuś miał po raz pierwszy pójść do żłobka, a jego świat powinien się właśnie rozszerzać. Tymczasem rodzice muszą pilnować, żeby przez najbliższy czas pozostał możliwie mały i bezpieczny, ograniczając kontakty ze względu na obniżoną odporność. Choroba dziecka przeorganizowała też całe ich życie. Mama, zamiast wracać do pełnoetatowej pracy, jak planowała, pracuje dziś tylko dwa dni w tygodniu, a tata wykorzystuje urlop, by wozić syna na leczenie. Rodzina musiała też zrezygnować z wynajmowanego mieszkania i przeprowadzić się do bliskich, bo przy ograniczeniu pracy mamy utrzymanie dotychczasowego domu przestało być możliwe.

Wojtuś jest pierwszym dzieckiem swoich rodziców, dlatego razem z nim wszystkiego doświadczają po raz pierwszy, a największy lęk budzi w nich myśl o tym, jak długie leczenie wpłynie na jego rozwijający się organizm. Przed nimi dwa lata terapii, częste dojazdy i dalsza rehabilitacja. Dzięki wspólnej akcji udało się pokryć brakujące do celu 49 875 zł. To kwota, która domyka zbiórkę i realnie wspiera rodzinę na tym wymagającym, dopiero rozpoczętym etapie walki. To wsparcie, dzięki któremu rodzice mogą z większym spokojem patrzeć na kolejne miesiące leczenia swojego maluszka.